Weekend majowy
Duże opady śniegu i czwarty
stopień zagrożenia lawinowego. Majówka w Tatrach nie zapowiadała się zbyt
optymistycznie.
Ale mino tego byłem pozytywnie nastawiony, że warunki zmienią się na lepsze. Długo nie czekałem, zagrożenie lawinowe z „czwórki” spadło do „dwójki”, a śniegu szybko ubywało. Nagłe ocieplenie, niestety spowodowało podtapianie niektórych szlaków. Teraz pozostało wcisnąć się w okno pogodowe między niedzielą a poniedziałkiem i poszukać ekipy. Nie ma się co zastanawiać. Szybko się okazało że jadę z Wiolą, można by powiedzieć że tak spontanicznie.
Ale mino tego byłem pozytywnie nastawiony, że warunki zmienią się na lepsze. Długo nie czekałem, zagrożenie lawinowe z „czwórki” spadło do „dwójki”, a śniegu szybko ubywało. Nagłe ocieplenie, niestety spowodowało podtapianie niektórych szlaków. Teraz pozostało wcisnąć się w okno pogodowe między niedzielą a poniedziałkiem i poszukać ekipy. Nie ma się co zastanawiać. Szybko się okazało że jadę z Wiolą, można by powiedzieć że tak spontanicznie.
Przed
czwartą bez żadnych problemów na drodze docieramy na parking w Palenicy
Białczańskiej. Tak pustego parkingu jeszcze nie widziałem, dosłownie sześć
samochodów. Krótka drzemka w Tojci i punktualnie o piątej ruszamy na szlak.
Początkowo idziemy asfaltem, a po dwudziestu minutach marszu za Wodogrzmotami
Mickiewicza skręcamy w prawo na zielony szlak w kierunku Doliny Pięciu Stawów.
Gdzie ten śnieg ? - zastanawiam się, przecież tyle śniegu było.
Szlak w większej części zalany jest przez pobliski potok. Jeszcze dwa dni temu w dolinach niektóre szlaki były całkowicie zalane. Po jakimś czasie ukazuje się śnieg, a kamienisto mokry szlak zamienia się w śnieżną drogę. Mijamy miejsce, gdzie parę dni temu zeszła lawina. Docieramy do rozstaju szlaków, gdzie w lewo czarny szlak prowadzi w kierunku schroniska, a prosto na Siklawę. Postanawiamy iść prosto. Po około dwudziestu minutach docieramy nad Siklawę. Dłuższa chwila na podziwianie piękna natury...
i dalej w drogę. Przed nami naprawdę strome podejście. Powoli zbliżamy się do kolejnego rozstaju szlaków, ale skracamy drogę i wychodzimy koło drewnianej chatki, która pełniła niegdyś rolę schroniska. Do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów już nie daleko, już go widać w zimowej scenerii.
Szlak w większej części zalany jest przez pobliski potok. Jeszcze dwa dni temu w dolinach niektóre szlaki były całkowicie zalane. Po jakimś czasie ukazuje się śnieg, a kamienisto mokry szlak zamienia się w śnieżną drogę. Mijamy miejsce, gdzie parę dni temu zeszła lawina. Docieramy do rozstaju szlaków, gdzie w lewo czarny szlak prowadzi w kierunku schroniska, a prosto na Siklawę. Postanawiamy iść prosto. Po około dwudziestu minutach docieramy nad Siklawę. Dłuższa chwila na podziwianie piękna natury...
i dalej w drogę. Przed nami naprawdę strome podejście. Powoli zbliżamy się do kolejnego rozstaju szlaków, ale skracamy drogę i wychodzimy koło drewnianej chatki, która pełniła niegdyś rolę schroniska. Do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów już nie daleko, już go widać w zimowej scenerii.
Patrz… Patrz… krzyczy Wiola… zobacz... Ukazuje mi się mały łebek jakiegoś zwierzątka, chwytam aparat i na oślep robię zdjęcia. Niby to wiewiórka niby … sam nie wiem co. Małe zwinne zwierzątko…
Chyc, chyc i znika. Zrobione zdjęcia nie są zbyt wyraźne. Idziemy do schroniska zastanawiając co to było… W schronisku spędzamy dłuższy czas. Pora ruszać, chodź ciężko i można byłoby siedzieć tu do wieczora.
Od schroniska w Dolinie
Pięciu Stawów kierujemy się niebieskim szlakiem, przechodząc kolejno wzdłuż
brzegów Przedniego, Małego i Wielkiego Stawu. Docieramy do drewnianego mostka
na Potoku Roztoki nad Siklawą, gdzie w prawo szlak odbija na Wodospad nad
którym dziś byliśmy, a my idziemy prosto przechodząc przez mostek i udajemy się
dalej niebieskim szlakiem. Od naszej, niejako głównej drogi odchodzą szlaki na
Krzyżne (żółty) a kawałek dalej na Kozi Wierch (czarny). Chwilami pojawia się
słońce... Za Wielkim Stawem stajemy na następnym rozwidleniu - w lewo na
Szpiglasową Przełęcz (żółto znakowana trasa). My kierujemy się dalej, chwilę
wędrujemy szlakiem niebiesko-żółtym, który niebawem rozgałęzia się, gdzie żółty
prowadzi na Kozią Przełęcz,
my kierujemy się dalej niebieskim. Zaczynamy zdecydowanie mocniej iść pod górę. Parę chwil później wchodzimy na plaski teren, by zejść nieco niżej i potem już znów ostro w górę. Idziemy nieco inaczej jak prowadzi szlak latem. Przed czternastą docieramy na Przełęcz Zawrat.
Przełęcz Zawrat położona jest na wysokości 2158 m n.p.m., pomiędzy Zawratową Turnią (2247 m n.p.m.) i Małym Kozim Wierchem (2228 m n.p.m.),
w grani, oddzielającej Dolinę Gąsienicową od Doliny Pięciu Stawów Polskich. Na przełęczy parę osób, tłoku nie ma. Chwila odpoczynku i pora na powrót… Schodzicie? Ktoś zapytał… Można tak powiedzieć …ale bardziej będziemy zjeżdżać …odpowiedziałem. Schodzimy kawałek, po czym kładę się na śnieg i… zjeżdżam w dół, co jakiś czas lekko hamując czekanem. Chwilę za mną Wiola. Docieramy do stromego zbocza i co teraz? Wchodząc na Zawrat przyglądałem się…. Nie ma tak źle, zjeżdżam. Na początku hamuje, ale potem już nie i zaczynam nabierać prędkości… Jest super… Po jakieś chwili, powoli wytracam prędkość i na samym końcu hamuje. Wiola za mną…. Ale była jazda…
Koniec zabawy i teraz krótkie podejście i znów lekki zjazd, ale nie jest tak spektakularny jak tamten. Po godzinie dochodzimy do schroniska. W schronisku odpoczywamy i zamawiamy po szarlotce. Jest coś koło osiemnastej pora się zbierać. Wracamy na Palenice czarnym szlakiem, zimowym wariantem. Na początku łagodnie, ale po chwili szlak staje się dość stromy. Nic nie pozostaje jak wyciągnąć czekan i zjechać w dół. Odcinek z Schroniska do rozstaju szlaków zajmuje nam około dziesięciu minut.
my kierujemy się dalej niebieskim. Zaczynamy zdecydowanie mocniej iść pod górę. Parę chwil później wchodzimy na plaski teren, by zejść nieco niżej i potem już znów ostro w górę. Idziemy nieco inaczej jak prowadzi szlak latem. Przed czternastą docieramy na Przełęcz Zawrat.
Przełęcz Zawrat położona jest na wysokości 2158 m n.p.m., pomiędzy Zawratową Turnią (2247 m n.p.m.) i Małym Kozim Wierchem (2228 m n.p.m.),
w grani, oddzielającej Dolinę Gąsienicową od Doliny Pięciu Stawów Polskich. Na przełęczy parę osób, tłoku nie ma. Chwila odpoczynku i pora na powrót… Schodzicie? Ktoś zapytał… Można tak powiedzieć …ale bardziej będziemy zjeżdżać …odpowiedziałem. Schodzimy kawałek, po czym kładę się na śnieg i… zjeżdżam w dół, co jakiś czas lekko hamując czekanem. Chwilę za mną Wiola. Docieramy do stromego zbocza i co teraz? Wchodząc na Zawrat przyglądałem się…. Nie ma tak źle, zjeżdżam. Na początku hamuje, ale potem już nie i zaczynam nabierać prędkości… Jest super… Po jakieś chwili, powoli wytracam prędkość i na samym końcu hamuje. Wiola za mną…. Ale była jazda…
Koniec zabawy i teraz krótkie podejście i znów lekki zjazd, ale nie jest tak spektakularny jak tamten. Po godzinie dochodzimy do schroniska. W schronisku odpoczywamy i zamawiamy po szarlotce. Jest coś koło osiemnastej pora się zbierać. Wracamy na Palenice czarnym szlakiem, zimowym wariantem. Na początku łagodnie, ale po chwili szlak staje się dość stromy. Nic nie pozostaje jak wyciągnąć czekan i zjechać w dół. Odcinek z Schroniska do rozstaju szlaków zajmuje nam około dziesięciu minut.
Przed dwudziestą docieramy na parking. Znów
pusty… Robimy herbatę i szykujemy się na drugi etap naszej wyprawy. W dalszym
ciągu nie dawało mi spokoju, co to było za zwierzątko koło „Piątki”. Szukam w
necie… znalazłem wiewiórkowatą istotkę. To Gronostaj.
Co tu teraz robić? Spać
się zbytnio nie chce, ale trzeba odpocząć… Dobra … przed dwudziestą trzecią
ruszamy z parkingu i po ponad godzinie docieramy na parking naszej drugiej
wyprawy. W aucie ogrzewanie na full. Gorąco jak przy kominku. Przykrywamy się
śpiworami i zasypiamy.
Po drugiej budzi nas budzik Wioli. Kominek przygasł…
Trochę zimno. Trzeba rozpalić… Na termometrze w aucie dwa stopnie. Trzeba się
przebrać, wychodzę na chwilę i jeszcze szybciej wracam… tam jest chyba minus
dziesięć stopni. Nic nie pozostaje jak szybko wyruszyć, by się rozgrzać. Przed
trzecią ruszamy na szlak. Pytanie nasuwa się samo…
Gdzie jesteśmy? I gdzie
idziemy? Przed nami nieco ponad siedemset metrów różnicy wzniesień do
pokonania. Ruszamy czerwonym szlakiem z Przełęczy Krowiarki… Czyli już wiadomo
dokąd zmierzamy?!
Na Babią Górę. Czerwony szlak wprowadza nas do świerkowego
lasu, od samego początku wznosząc się stromo leśnym zboczem. Po paru minutach
zakładamy raki, nie jest dość ślisko, ale wygodniej się idzie.Po około godzinie
docieramy na Sokolice (1367m). Na płaskim wierzchołku znajduje się platforma
widokowa, która od północno-zachodniej strony podcięta jest kilkunastometrowym
urwiskiem skalnym. Z Sokolicy rozpościera się panorama na północne zbocza
Babiej Góry, Małą Babią Górę, Mędralową oraz Pasmo Jałowieckie, ale z powodu
tego, że jest ciemno nic nie widać. W dodatku zaczyna pizgać złem. Idziemy
dalej, zaczyna dominować kosodrzewina, a kilkunastominutowe podejście
doprowadza do punktu widokowego na Kępie (1521m). Panorama z Kępy jest bogatsza
od tej z Sokolicy. Przede wszystkim w całej okazałości odsłania się Pasmo
Policy, a także Pasmo Orawsko-Podhalańskie, a w oddali także Gorce i Beskid
Wyspowy. Hmm, można to sobie tylko wyobrazić. Szlak wspina się przez kolejne
garby. Trasa przewija się przez wypiętrzenie Gówniaka, gdzie znajdują się
silnie zwietrzałe Wołowe Skałki. Powoli budzi się dzień, a końca nie widać.
Zimno… w dodatku strasznie wieje, a gęste chmury uniemożliwiają podziwianie
widoków.
Końcowy fragment podejścia wyprowadza ponad ostatnie stanowiska kosodrzewiny, a następnie osiąga pod szczytowe rumowisko skalne. Prowadząc pośród głazów, kamienna ścieżka dociera do rozległego wierzchołka Babiej Góry, zwanego Diablakiem. Wschodzi słońce, chcę zrobić zdjęcia, lecz aparat odmawia posłuszeństwa… Zamarzł. Jedynie ratuje mnie aparat w telefonie.
Końcowy fragment podejścia wyprowadza ponad ostatnie stanowiska kosodrzewiny, a następnie osiąga pod szczytowe rumowisko skalne. Prowadząc pośród głazów, kamienna ścieżka dociera do rozległego wierzchołka Babiej Góry, zwanego Diablakiem. Wschodzi słońce, chcę zrobić zdjęcia, lecz aparat odmawia posłuszeństwa… Zamarzł. Jedynie ratuje mnie aparat w telefonie.
Babia Góra (1725m) jest najwyższym szczytem Beskidu Żywieckiego, a także całych
Beskidów Zachodnich. Jest to również najwyższy szczyt w Polsce, położony poza
Tatrami. Pod względem wybitności, spośród wszystkich polskich szczytów,
ustępuje jedynie Śnieżce. Najbardziej charakterystycznym obiektem na szczycie
Diablaka jest kamienny mur, stanowiący ochronę przed wiatrem. W obrębie kopuły
szczytowej znajduje się jeszcze obelisk upamiętniający wejście na szczyt
arcyksięcia Józefa Habsburga, tablica pamiątkowa poświęcona Janowi Pawłowi II,
a także kamienny ołtarz. Babia Góra stanowi doskonały punkt widokowy.
Znaczna wyniosłość masywu ponad otaczające pasma sprawia, że rozległa panorama roztacza się we wszystkich kierunkach. Obejmuje ona swoim zasięgiem Beskid Żywiecki z Pilskiem, Beskid Mały, Beskid Śląski, Gorce, Beskid Wyspowy, Beskid Makowski, Tatry, a także Orawę, Niżne Tatry, Góry Choczańskie i Małą Fatrę. Niestety chmury prawie wszystko zasłaniały. Nagle pojawia się widmo Brockenu...
Kiedyś wspominałem, że istnieje przesąd mówiący, że człowiek, który zobaczył widmo Brockenu, umrze w górach... Ale zobaczenie po raz trzeci „odczynia urok”, co więcej – teraz mogę się czuć w górach bezpieczny po wsze czasy... Oby tak było. Bowiem jest to moje trzecie największe i najfajniejsze widmo.
Ze szczytu Babiej Góry kierujemy się na zachód. Początek szlaku z Babiej, w kierunku Przełęczy Brona, zaczyna się polem rumowisk skalnych, niestabilnych kamiennych głazów i szczelin między nimi, ale po chwili szlak staje się dość łagodny. Wiola gna do przodu. Mnie dopada zmęczenie, bez pośpiechu, wolnym tempem zmierzam ku przełęczy. Znów pojawia się śnieg.
Znaczna wyniosłość masywu ponad otaczające pasma sprawia, że rozległa panorama roztacza się we wszystkich kierunkach. Obejmuje ona swoim zasięgiem Beskid Żywiecki z Pilskiem, Beskid Mały, Beskid Śląski, Gorce, Beskid Wyspowy, Beskid Makowski, Tatry, a także Orawę, Niżne Tatry, Góry Choczańskie i Małą Fatrę. Niestety chmury prawie wszystko zasłaniały. Nagle pojawia się widmo Brockenu...
Kiedyś wspominałem, że istnieje przesąd mówiący, że człowiek, który zobaczył widmo Brockenu, umrze w górach... Ale zobaczenie po raz trzeci „odczynia urok”, co więcej – teraz mogę się czuć w górach bezpieczny po wsze czasy... Oby tak było. Bowiem jest to moje trzecie największe i najfajniejsze widmo.
Ze szczytu Babiej Góry kierujemy się na zachód. Początek szlaku z Babiej, w kierunku Przełęczy Brona, zaczyna się polem rumowisk skalnych, niestabilnych kamiennych głazów i szczelin między nimi, ale po chwili szlak staje się dość łagodny. Wiola gna do przodu. Mnie dopada zmęczenie, bez pośpiechu, wolnym tempem zmierzam ku przełęczy. Znów pojawia się śnieg.
Docieram do Przełęczy
gdzie czeka Wiola. Muszę odpocząć, kładę się na ławce i nawet przysypiam. Nie
jest zimno, słonko niesamowicie przygrzewa. Idziemy… mówi Wiola budząc mnie.
Leniwie wstaję.
Z przełęczy Brona mamy jakieś około dwadzieścia minut, które
zamieniają się dla mnie w godzinę. Strome zejście, w dodatku zmrożony śliski
śnieg… postanawiamy się ześliznąć… Niefortunnie zahaczam rakiem i wykręca mi
stopę…
W końcu jakoś docieram do Schroniska Markowe Szczawiny 1180 m
n.p.m. Schronisko zostało wybudowane z inicjatywy prezesa Oddziału
Babiogórskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (później PTT) dr. Hugona Zapałowicza.
Jego otwarcie nastąpiło 15 września 1906. W 1922 odbyła się pierwsza rozbudowa
schroniska. Kolejne rozbudowy w latach 1925, 1926, 1931 i 1934 uczyniły obiekt
przestronnym i nowoczesnym. Na przełomie maja i czerwca 2007 dokonano
całkowitej rozbiórki pierwszego schroniska. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom
stary obiekt został częściowo zachowany i przeniesiony do skansenu w Zawoi jako
zabytek, lecz po decyzji wojewódzkiego konserwatora zabytków dokonano jego
całkowitej likwidacji. Na miejscu rozebranego schroniska powstał nowy obiekt
otwarty dla turystów 21 listopada 2009. Jest to dwukondygnacyjny budynek
murowany z cegły, a od zewnątrz wykończony kamieniem.
Chwila w schronisku i
ruszam dalej, Wiola jeszcze chwile zostaje w schronisku, po czym mnie dogania.
Niebieski szlak do samych Krowiarek prowadzi płaską drogą . Jest to poniekąd
ulga dla mojej stopy. Przed jedenastą docieramy na parking. Długa przerwa i
powoli udajemy się w stronę domu. Majówka prawie udana. Prawie… gdyby nie moja
kontuzja to pewnie wrócilibyśmy na Babią, na zachód… Będzie trzeba to
powtórzyć…


Komentarze
Prześlij komentarz