Kurs Wspinaczki Skalnej
Już
dawno zastanawiałem się nad kursem wspinaczkowym, ale zawsze miałem jakieś
wymówki, zawsze coś stało na przeszkodzie, ale jednak skusiłem się na jednodniowy
kurs wspinaczki skalnej z Adrenaliner. Nie do końca byłem przekonany…czy iść
czy nie, lecz cóż zapłacone, trzeba iść, odwrotu nie ma. Namawiałem parę osób… ale
nikt nie był zainteresowany… Niech sobie siedzą w domach. W końcu nadszedł ten
dzień. Po ósmej docieram do Rzędkowic na Ranczo pod Wysoką Turnią. Trochę
zagubiony… Nie znam nikogo, a samemu tak jakoś dziwnie.. Okazuje się, że już na
początku ekipa bardzo przyjazna. Nie trzeba było się obawiać.
Po
dziewiątej z całą ekipą ruszamy w stronę
skałek, dziesięć minut drogi i zaczyna się szkolenie. Pierwsze
instrukcje co robić, czego nie robić, jak zakładać uprząż, jak asekurować i tym
podobne. Takie podstawy, ale bardzo przydatne. Dowiedziałem się dużo nowego. Pora
na pierwsze wspinanie „na wędkę ‘’, koło
Małej Grani.
Pomimo, że nie mam butów do wspinania, tylko podejściówki idzie mi całkiem nieźle. Robię mały błąd … za
bardzo wspinam się rękami…ale to się opanuje. Moją pierwszą drogę w skałkach
pokonuję bez większych problemów.
Przenosimy się w inne miejsce, na Studnisko i
Wschodnią Grań, nieco trudniejsze. Chmurzy się,
prognozy przewidywały opady deszczu. Kurs trwa dalej. Zdobywam kolejną drogę w skałkach. Zaczyna
kropić, skały robią się śliskie. Pada hasło, że trzeba się zbierać, lecz ja próbuję
jeszcze innej drogi. Na początku trudno było zacząć, skały wyślizgane, a do
tego jeszcze mokre, po początkowych problemach udaje się wspiąć na górę. Nie
poddaje się tak łatwo. Wracamy na Ranczo. Wielka szkoda… Zaczęło mi się
podobać, bardziej niż przypuszczałem. Zacząłem żałować, że nie posłuchem
Martyny „zapisz się na kurs na dwa dni”… Czasami warto słuchać… Ale udaje się i zostaję na kolejny dzień. Po
obiedzie szkolimy się na sali, deszcz dalej dokuczał, ale dość szybko się
wypogodziło. Nauka zjazdów … super… A
potem ognisko. Czyli wiadomo alkohol i wygłupy i tak do pierwszej. Pora spać, lecz
niestety miałem być tylko jeden dzień, więc z noclegiem problem, ale Tojcia
jest wygodna. Postanawiam spać w samochodzie. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Wstaje
koło 6, wyspany jak nigdy naładowany energią. Idę na poranny spacer, jest
klimat…
Wspinam się na jedną ze skał.
Wracam
przed dziewiątą, gdzie już wszyscy się zbierają… idziemy...
I
tak zaczyna się kolejny dzień szkolenia. Zaczynamy od Wschodniej Grani, a tam
wspinaczka w Studni.
Potem już zjazdy, to mi się najbardziej podobało.
Znów
zmieniamy miejsce, kierujemy się na Turnie Kursantów. Kolejna skałka, tu jestem
pierwszym ochotnikiem na wspinanie się z
dolną asekuracją. Pierwsze zetknięcie się z ekspresami… założyć, potem wpiąć
linę …Szybkie instrukcje i w drogę. Nie powiem, lekki stresik był. Wspinam się na
samą górę drogą Eurogedon IV,
buduję
stanowisko i w dół. Coś niesamowitego. Chce więcej… Wchodzę na Pośrenią Grań –
Oringowaną czwórką, Prawie się mi udaje. Znów zmieniamy miejsce. Idziemy na
Turnie nad Garażem.
Kolejna
droga. Na wędkę? Nie… Z dolną idę…
Tak pokonuję Filar Garażu.
Fajna
przygoda, coś nowego. Ekipa super. Lecz niestety szybko się kończy. Dwa dni
zleciały jak pięć minut. Za krótko… Niestety zachorowałem… Dość poważnie, na
nieuleczalną chorobę… w najbliższych dniach planuje odwiedzić specjalistyczny sklep i kupić sprzęt i jechać
się wspinać… I tak narodziło się nowe hobby.


A jaka trudność dróg była? Jaka wycena? :) Ogólnie super :)
OdpowiedzUsuń