Zawrat 2159 m n.p.m.
Pogoda w Tatrach nie zapowiadała się zbyt pięknie. Pojechałem niechętnie,
całą drogę kropiło. W końcu przed szóstą dotarliśmy na parking. No to w drogę!
Po piętnastu minutach marszu jesteśmy już w Kuźnicach, trzeba się rozebrać, bo
robi się ciepło, zwłaszcza przy takim tempie - a nie było łatwo dotrzymać
koledze kroku. Wchodzimy na szlak. Mokro, śliskie kamienie, błoto, do tego
wilgotne powietrze, a czym wyżej to większa mgła. Super… Ale cieszyło mnie to,
że jestem w swoim raju. W „Moich Tatrach”. Po jakimś czasie pojawił się śnieg.
Im dłużej idziemy tym więcej śniegu i gęstsza mgła. Po dwóch godzinach wędrówki
dochodzimy do schroniska na Murowańcu, tam mały odpoczynek. Idziemy na Zawrat.
Po parunastu minutach docieramy i przechodzimy przez sam środek Czarnego Stawu
Gąsienicowego 1624 m n.p.m.

Idziemy dalej, chwilami odsłaniają się góry. Robi się coraz ciężej z
podejściem. Artur pnie się do góry, ja zostaję kawałek za nim. Po jakimś czasie
z daleka odsłania się nasz cel,
a czasem nie widać nic.
Mijają minuty, które zamieniają się w godziny. Artur na pewno już z dwadzieścia
minut jest na Zawracie, a ja jeszcze pnę się do góry. Na samej końcówce jest
ciężko. Postanawiam w końcu założyć raki.
W tej chwili wyłania się Artur. Pomaga mi się wspiąć… Po parunastu
sekundach… jestem na Zawracie 2159 m n.p.m.
Latem idzie się inaczej niż zimą. Latem łańcuchy, zimą wszystko pokryte
śniegiem. Jeszcze chwile temu chmury zasłaniały wszystko, a po drugiej stronie
kryło się coś niesamowitego. Jestem nad chmurami. Niestety dalsza droga na
Świnice nie ma sensu. Szlak nie jest przetarty, nawet nie wiadomo którędy iść.
Po raz drugi Świnica nie dała się zdobyć. No cóż, jest z dwóch stron otoczona,
więc mi się nie wymknie. Następnym razem się podda. Zakładam w końcu raki.
Postanawiamy podziwiać widoki. Zostawiamy plecaki i wspinamy się na Zawratową
Turnie by bardziej z góry podziwiać przepiękny krajobraz.
Nadchodzi pora by wracać. Napływają chmury. Schodzimy i nagle ukazuje się przede mną widmo. Widmo Brokenu.

Wśród taterników istnieje przesąd mówiący, że człowiek, który zobaczył widmo
Brockenu umrze w górach. Wymyślił go w 1925 i spopularyzował Jan Alfred
Szczepański. Ujrzenie zjawiska po raz trzeci „odczynia urok”, co więcej –
szczęśliwiec może się czuć w górach bezpieczny po wsze czasy. Schodzimy w
totalnym mleku.
Chwilami nic nie widać, nawet Artura. Dochodzimy do Czarnego Stawu - tu też
jest biało.
Do schroniska zostało jeszcze pół godziny. A tam odpoczynek i powrót do Kuźnic i kierunek dom.
Do schroniska zostało jeszcze pół godziny. A tam odpoczynek i powrót do Kuźnic i kierunek dom.


Komentarze
Prześlij komentarz