Veľký Choč 1611m n.p.m.

Veľký Choč… Co to takiego, gdzie to jest? Dużo słyszałem o tej górze. Szczyt nazywany jest Królem panoram, które można zaliczyć do najpiękniejszych na Słowacji. Veľký Choč to najwyższy wierzchołek Gór Choczańskich, który mierzy 1611 m n.p.m. Znajduje się on w środkowej części tego pasma, pomiędzy Doliną Likawki, a Dolina Roztoczną, na południe od Wyżnego Kubina.
Kształt Wielkiego Chocza przypomina przechyloną na wschód piramidę, a na jego zboczach występują liczne wychodnie skalne. Dzięki swojemu położeniu (otoczony jest znacznie mniejszymi górami) z jego szczytu rozpościera się wspaniały rozległy widok na całą północną Słowację i polską część Beskidów.
Jakoś wcześniej nigdy nie było mi tam po drodze. 
Ale w końcu postanowiłem, że jadę! Ekipa się zebrała, więc nic tylko w drogę! Pojechałem z Pauliną i Wiolą.  Chcieliśmy sprawdzić czy to wszystko, co piszą o tej górze jest prawdą i w dodatku zobaczyć to o wschodzie słońca.
Na Wielkiego Chocza prowadzi sześć szlaków, najkrótszy z nich startuje z małej słowackiej wioski Valaská Dubová, czyli Wołoska Dębowa. 
Wioska wznosi się 649 metrów n.p.m. Szlak zaczyna się w centrum wioski i początkowo biegnie w górę. Mieliśmy do pokonania 923 metrów przewyższenia.
Dotarliśmy na miejsce o drugiej. Wędrówka na szczyt nie sprawiła większych trudności. Przez pierwszą dobrą godzinę podchodziliśmy w egipskich ciemnościach. Jedynie czołówki oświetlały nam drogę. Kierowaliśmy się na Pośrednią Polane (Stredná polana). W połowie drogi szlak zamienił się w lodowisko, a potem przyjął zimową scenerie. Ja oczywiście zamykałem tyły, ale dawałem rade, czyli nie było źle.
Stredná polana znajduje się na wysokości 1310 metrów n.p.m. To dawna hala pasterska. Od dawna już nie jest wypasana, ale na jej obrzeżu stoi szałas będący pozostałością dawnego pasterstwa, zwany szumnie „Hotelem Chocz”, o którym nie wiedzieliśmy wcześniej. Schodząc widziałem ów „hotelik”, ale myślałem, że to czyjś domek. Po fakcie okazało się, że można było w tej chatce przenocować. Drewniana chałupka, która nie ma właścicieli, ma całkiem niezłe wyposażenie: są prycze, stół, ławy i nawet kominek. Nie byłem tam, ale zaczerpnąłem trochę informacji z Internetu.
Z polany na szczyt pozostaje według drogowskazu godzina. Było około w pół do piątej, a wschód miał nastąpić około godziny piątej czterdzieści. Więc teoretycznie mieliśmy sporo czasu, ale i tak nie było się, co ociągać, trzeba było prężnie iść dalej. Szlak w dalszej części wznosił się w górę nawet łagodnie. Powoli robiło się coraz jaśniej, a do szczytu coraz bliżej. Dziewczyny były z jakieś dziesięć minut przede mną. W końcu przed piątą trzydzieści stanąłem na Wielkim Choczu!
I co teraz? Do wschodu została jeszcze chwila czasu. Mieliśmy, więc czas na chwilę odpoczynku i przygotowanie się na przedstawienie.
A jak obiecane widoki? Panorama obejmuje wiele pasm górskich – Małą i Wielką Fatrę, a także Tatry – Zachodnie i Niżne,
  a nawet Wysokie, Beskidy, Babią Górę i Pilsko. Zatem rzeczywiście było, na co popatrzeć.
A co z upragnionym wschodem? Otóż, słonko powoli wstawało nad Tatrami. 


My mieliśmy ogromną nadzieje, że poranne promienie trochę nas ogrzeją. Bo mimo tego, że na dole było z pięć stopni na plusie, to na górze było z piętnaście na minusie. Niezależnie od zimna oglądaliśmy całe przedstawienie i znów mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Znów otrzymałem nagrodę za zarwaną noc. Było warto! 


Na szczycie spędziliśmy około godziny, podziwiając widoki i robiąc dziesiątki zdjęć.


Nadeszła jednak wreszcie pora na powrót. 


No cóż, trudno trzeba było wracać do domu i myśleć, jaka będzie kolejna wyprawa. Za tydzień święta, więc wiedziałem, że obiorę kierunek Tatry, ale czy pogoda dopisze? To się miało okazać…
Ale wróćmy jeszcze do Chocza, w sumie do Wielkiego Chocza… Byłem na jednym wierzchołku. Niby to taki mały szczyt, a ma wielką potęgę. Czułem się jakbym był w Tatrach Niżnych, Zachodnich, na Małej i Wielkiej Fatrze. 


Jest to góra na jeden dzień, ale postanowiłem od razu, że wrócę tu na nieco dłużej. Zaliczyć spektakularny zachód i wschód słońca.
Wracaliśmy tym samym szlakiem w szybkim tempie, bo po ósmej byliśmy na powrót w wiosce.
Przekonaliśmy się, że jest to prawda, iż jest to niesamowita i mistyczna góra. Co więcej dodać? Trzeba jechać i samemu to zobaczyć.




Komentarze

  1. Super wycieczka :). Chocz słynie z widoków, wschodów i zachodów, a także z morza mgieł. My wybieramy się dopiero jak śnieg zejdzie, od Lucek. Droga troszkę dłuższa niż z Valaskiej, ale za to ciepłe, darmowe źródło przy szlaku :).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty