Západné Tatry - Salatíny
Jest wpół do
piątej… Dzwoni budzik… Jest bezlitosny. Wstawać się nie chce, jeszcze chwilkę .., czasu mało, a zaraz trzeba wyjeżdżać.
W pośpiechu się zbieram, robię herbatę do termosu, zabieram przygotowane
wczoraj kanapki i po piątej ruszamy.
Kierujemy się na
Słowację, a dokładnie na duży parking w Zwerovce, gdzie na szóstą jesteśmy umówieni
ze znajomymi. Wiemy, że jesteśmy spóźnieni, ale na całe szczęście oni też …
Około wpół do
siódmej już wszyscy razem ruszamy z parkingu niebieskim szlakiem
(Pod Spálenou 1030 m). Trzeba tu wspomnieć, że
szlaki na Słowacji w okresie od 1 listopada do 15 czerwca powyżej schronisk są
zamknięte. Ale są wyjątki. Szlak od razu wznosi się wchodząc lekko w las, by
już po chwili prowadzić jego skrajem. Po trzydziestu minutach znajdujemy się na rozwidleniu szlaków (Spálený žlab 1280 m). Ale jak to? Nie
ma tego na mapie. Pozostaje zastanowić
się którędy iść. W sumie oba szlaki prowadzą w to samo miejsce, jedynie czas
przejścia nieco się rożni. Niebieski prowadzi ostro w górę, prawdopodobnie
granią, a zielony, którego nie ma na mapie prowadzi po równej szerokiej ścieżce,
wygląda kusząco, w dodatku jest krótszy. Ruszamy zielonym. Idziemy przez las, a
potem skrajem stoku narciarskiego, wzdłuż wyciągu orczykowego.
Ja idę wolno,
swoim tempem, nie spieszę się, w końcu nikt mnie nie goni. Docieram na górną
stację wyciągu, (Salatínska
dolina Lanoka 1499m), gdzie już czekają na mnie. Chwilę odpoczywamy i ruszamy dalej. Ekipa po
chwili znów znika… Powolnym tempem
zmierzam ku górze. Nogi jakieś ciężkie.Serce wali, jakby
miało zaraz wyskoczyć. Oddech, jakby płuca miały zaraz eksplodować… Chwilami
powiewa wiatr, nie jest mocny, ale odczuwalny. Postój…, kilka
sekund na wyrównanie oddechu. Ruszam. Idę dalej. Nie jest aż tak źle. Droga, a raczej
szlak wiedzie przez gęstą kosówkę, a potem przez czerwono brunatne trawiaste Sit skucina (Juncus trifidus) zbocze.
Docieram na Predný Salatín, hrebeň 1790m. Z daleka rozpościera piękny widok
na morze chmur.
Chwila na zdjęcia… Odpoczynek…? Później. Jeszcze ostatnia prosta granią z lekkim podejściem na Brestovą.
Cały
czas trzymam się tyłów. O
dziesiątej trzydzieści docieram do
ekipy, która jest już na szczycie.
Stoki Brestowej są
trawiaste, dołem skaliste. Na zachodnim wierzchołku w 2000 roku postawiono
krzyż milenijny o wysokości 3,5 m. W roku 1861 trawersowania szczytu dokonał
Kazimierz Łapczyński. W czasie II wojny światowej na zboczach Brestowej (na
Skrajnym Salatynie) w leśnej chatce znajdował się partyzancki szpital. W lutym 1945
roku ranni słowaccy i rosyjscy partyzanci po rozbiciu ich oddziału przez
Niemców zostali uratowani przez wyprawę TOPR, która w ciężkich warunkach
śnieżnej zawiei przetransportowała ich przez Łuczniańską Przełęcz do
Zakopanego.
Z Brestowej piękne
widoki, stąd widać dużą cześć Tatr Zachodnich… i nie tylko. Dłuższa chwila na
odpoczynek. Pogoda sprzyja, nawet ciepło, ale chwilami zawiewa chłodnym wiatrem. Przed nami jeszcze spora droga, a czas ucieka. Nie
spiesząc się ruszamy. Ja jeszcze chwilę zostaję, na szczycie nikogo nie ma. Ale
będą zdjęcia ! Dalszy szlak
biegnie cały czas granią. Teraz trzeba nieco
zejść, by znów po chwili wejść pod kolejną górę.
Tradycyjnie zamykam
tyły. Mimo że idę wolno, trzymam
się czasów przejść na szlaku. Może to nie ja jestem słaby na
podejściach, tylko oni tak lecą?
Po czterdziestu pięciu
minutach mijam Salatínsky
vrch 2 048 m
i po chwili docieram na Salatyn.
Salatyński Wierch lub Salatyn (Salatín, Salatínsky
vrch) o wysokości 2048 m n.p.m., jeden z 6 szczytów należących do
tzw. grupy Salatynów, który oddziela
w tym miejscu Dolinę Rohacką od Doliny Jałowieckiej. W grani tej znajduje
się pomiędzy Małym Salatynem
(2046 m), od którego oddzielony jest niewielką Pośrednią
Salatyńską Przełęczą (2012 m), a Brestową
(1934 m), od której oddziela go Skrajna
Salatyńska Przełęcz (1870 m).
Jego północno-wschodnie stoki opadają do Doliny Salatyńskiej. Nie wiadomo, skąd
pochodzi nazwa szczytu, być może od ludowej nazwy rośliny.
Salatyński Wierch
jest ostatnim od zachodu dwutysięcznikiem tatrzańskim. Rozpościera się z niego
rozległy widok, obejmujący między innymi Siwy Wierch, Osobitą i Dolinę Rohacką,
a także szczyty Tatr Zachodnich. Na jego rozległym zachodnim grzbiecie znajdują
się dwa stawki, których nie widać ze szlaku. Wierzchołek i zbocza porośnięte są
trawą – dawniej wypasano tu bydło, pastwisko Salatyn wspominane jest w
dokumentach orawskich z XVII wieku.
Jestem na
Salatynie… Ale gdzie jest ekipa?
Nie ma ich! Robię parę
zdjęć i ruszam dalej. Teraz schodzę dość ostro w dół. Ekipy nie widać, czyżby tak
się oddalili. Chrzanić to. Nawet nie jestem zły. Nie przeszło mi to nawet przez głowę. Idę dalej czerwonym szlakiem w
kierunku dzisiejszej przygody. Z Salatyna schodzi się na przełęcz, a potem
nieco powoli w górną granicę Skriniarki.
Tu szlak nieco się zmienia od dotychczasowego.
Zaczynają się tereny skałkowe, które lubię,
czuję się w nich dobrze i świetnie sobie
w nich radze. Dzwoni telefon… Gdzie
jesteś?
Za Salatynem – tłumaczę, ale tak przerywa, że nic nie rozumiem, oni
zapewne też. Dogadujemy się SMS-ami.
W oddali ukazuje mi się ekipa. Są jeszcze na Salatynie. Postanawiam, że
poczekam na nich. Wyciągam herbatę i kanapki,
które szykowałem wczoraj wieczorem. W domu
nie smakują tak jak tu. W górach są przepyszne.
Dociera, trzech wspaniałych. Okazało się,
że schronili się przed wiatrem poniżej szczytu. A wystarczyło wbić kijek, by
był widoczny. Mniejsza o to, ruszamy dalej. Docieramy do łańcuchów, nawet ich
nie używam, zostawiam je na ostateczność. Banalna wspinaczka,
przejście przez płytę
i dalej już prawie prosta droga na Spálená. Spalona Kopa lub Spalona (Spálená) jest
szczytem o wysokości 2083 m n.p.m. Ma obszerny trawiasty wierzchołek
porośnięty sitem skuciną,
wyróżniają się w nim trzy niewybitne kulminacje.
W północno-zachodniej, silnie
poszarpanej, kamienistej grani zwanej Skrzyniarkami
występuje kilka niewielkich turni. Są to m.in. Czerwona Skała, Gankowa Kopa,
Dzwon. Po obu stronach grani widoki na leżące poniżej imponujące, zawalone
kamiennym gruzowiskiem i niemal pozbawione jakiegokolwiek życia kotły polodowcowe.
Nazwa góry prawdopodobnie pochodzi od
stosowanego w dawnych czasach sposobu powiększania terenów wypasowych przez
wypalanie kosówki. Na naszej drodze pozostał jeszcze jeden
szczyt. Pachol. Ze Spalonej trzeba nieco
zejść wąską granią…, by zaraz ostro zrobić kolejne podejście.
Jest po trzynastej. Niby jeszcze wcześnie, ale
trzeba brać pod uwagę, że o szesnastej robi się ciemno. Po drugie jutro na rano
do pracy, a przede mną jeszcze trzy
godziny drogi powrotnej do domu. Postanawiamy zejść technicznym szlakiem w
kierunku Spalonej Doliny. Droga już na
początku daje się we znaki, bardzo stroma, usypujące się kamienie spod nóg,
trzeba bardzo uważać bo chwila nieuwagi i… no właśnie gleba. Całe szczęście, że
tylko gleba, pozostali też mają małe
przygody. W końcu wchodzimy na zielony szlak, który prowadzi od Banikowskiego
sedla na Spaloną Dolinę. Ekipa jak
zwykle leci. Spokojnie schodzę . Mijam rozejście szlaków Rázcestie pod Hrubou kopou 1577m. Wchodzę na żółty
szlak i po paru minutach mijam kolejne rozejście i wchodzę na niebieski szlak,
który prowadzi lasem aż do Adamculi. Po drodze przechodzę przez Roháčsky vodopád, który zamierzam odwiedzić.
Wyżni Rohacki Wodospad lub Wyżnia Spaleńska
Siklawa (Vyšný Roháčsky vodopád)
znajduje się na wysokości 1340 m n.p.m. w głębokim korycie potoku w lesie.
Łączna jego długość wynosi 23 m. Do wodospadu prowadzi oznakowana ścieżka o
długości ok. 100 metrów. Spędzam tu robiąc zdjęcia dobre dziesięć minut, jak
nie lepiej. Pierwsza myśl, która przyszła
mi do głowy - może zimą się tu wybrać? Musi tu być super lodospad no i niezła
wspinaczka. Ruszam dalej, nikogo nie mijam, nikogo nie wyprzedzam, idę sam.
Cisza, spokój… Docieram do asfaltu i chwilę później do Adamculi. Stąd już praktycznie do samego końca asfaltem
idę w stronę parkingu, gdzie od piętnastu minut czekają na mnie. W sumie
docieram przed zmrokiem. Teraz już tylko powrót do domu…
To chyba już ostatni wypad w takich
warunkach, teraz tylko czekać na sezon zimowy, a myślę że będzie się działo.


Komentarze
Prześlij komentarz