Sylwester
Dużymi krokami
zbliża się koniec 2017 roku i Sylwester.
Ogólnie mijający rok uważam za bardzo
udany - Rumuńskie Karpaty, początki choroby wspinaczkowej, która trwa do dziś,
no i oczywiście nowe szczyty w Tatrach.
Pomysłów na Sylwestra było dużo, ale zbyt
późno się za to zabrałem. W końcu jak zwykle wybrałem góry. Z Dawidem, z którym
wspinamy się na Jurze, postanawiamy odwiedzić Słowacki Raj, zaliczyć lodospady,
a Sylwestra przywitać gdzieś w Tatrach. Zabieramy jeszcze dwie osoby by było
raźniej, no i w drogę. Kierunek Podlesok. Docieramy przed ósmą i chwilę później
ruszamy szlakiem na Suchá Belá. Jestem tu czwarty raz i jeszcze mi się nie
znudziło. Idziemy szlakiem ... ale nie ukrywam jestem lekko rozczarowany i w
głowie myśli, że raczej tych lodospadów nie będzie. Ciężko znaleźć informacje w
Internecie na temat lodospadów w słowackim raju... Może źle szukam. Na trasie mało
śniegu, mało lodu. Przemierzamy Wąwóz Suchá Belá w poszukiwaniu lodospadów.
Mijamy jeden wodospad,
… nic, ledwo posmarkane lodem. W tamtym roku były super warunki, teraz nic.
Ale gdzieś tam nadzieja jeszcze jest. W końcu natrafiamy na lodospad. Nie jest
efektowny jak rok temu, ale można spróbować.
Obchodzimy go górą by założyć
stanowisko.
Trochę stromo... Ale zabawa jest, asekuracja lotna z punktami
asekuracyjnymi. W końcu dochodzimy na półkę skalną gdzie jest lodospad. Okazuje
się, że na górze w skale jest stanowisko - wygląda na nowe. Robimy próbę... Jest ok. Robię zjazd...
Lód
nie jest dość pewny, duże kawałki lodu odrywają się. Nie ma co się wspinać. Za
duże ryzyko. Robimy tylko zjazd i zbieramy się, z myślą, że może po drodze coś
jeszcze będzie. Reszta ekipy opuściła nas w trakcie naszej zabawy z lodospadem
i poszli na Kláštorisko. Po czternastej dochodzimy do przełęczy sucha Belá Belá 959 m n.p.m. i tu robimy
dłuższy odpoczynek. Następnie ruszamy w
kierunku Podlesok. Reszta ekipy też już schodzi w tym samym kierunku... ale nie
udaje się nam ich dogonić. Przychodzi
sms… Czekamy na nas w restauracji
Rumanka. Po szesnastej dochodzimy do nich. Też niedawno przyszli. Zamawiamy
jedzenie. Ja zamawiam moje ulubione słowackie danie... Česneková polévka, a potem Smažený sýr s hranolky... Pycha! Siedzimy tam
do dziewiętnastej. Nikomu nie chce się ruszać. Ale niestety trzeba, bo w końcu
grzecznie nas proszą o opuszczenie
lokalu i nie z powodu, że wszyscy nawaleni, tylko dziś otwarte do dziewiętnastej.
No to ruszamy… Wsiadamy w auto i kierunek... Zastanawiamy się co robić. Chyba
już każdy zmęczony. Predné Solisko czy Skalnaté pleso? Jest już po dwudziestej,
a pomysłu nie ma. Pewnie każdy na końcu języka ma „dom”... Trzymamy się
planu... Jedziemy na Tatrzańską Łomnice. W drodze dopada nas mgła... Całe
miasto we mgle. Zapowiada się cudnie... Ech. Nowy Rok w chmurach. Parkujemy
auto na parkingu przy dolnej stacji kolejki na Łomnice. Chwilę na zebranie się
i w drogę. Ruszamy przed dwudziestą pierwszą. Nikłe szanse by przed północą
zdążyć na Łomnicki Staw, więc pewnie przywitamy Nowy Rok gdzieś po drodze.
Idziemy... w gęstej mgle nie widząc nic przed sobą. Praktycznie idziemy cały
czas bokiem nartostrady, gdzie prowadzi szlak. Albo gdzieś dojdziemy, albo zabłądzimy.
Nie …., aż tak źle nie było. Po półgodzinnej wędrówce odsłaniają się widoki. Księżyc,
tak mocno świeci, że czołówki są niepotrzebne.
Czym wyżej, tym mgła coraz
mniejsza …, jesteśmy nad chmurami, a w oddali oświetlone miasto Poprad. Chyba
Poprad lub inne miasto. Jak wspominałem idziemy cały czas bokiem nartostrady.
Widać jak jeżdżą ratraki, przygotowując na Nowy Rok narciarzom drogę. Dla nas
to wyglądało trochę inaczej. Wyglądały jakby na nas polowały. Takie krwiożercze
ratraki, jak z filmu grozy. Czy nas upolują?
Za dziesięć minut północ... Do celu jeszcze trochę,
nie ma szans by zdążyć, nawet biegiem mało realne. Postanawiamy przywitać Nowy Rok,
bez nart na stoku. 10... 9... 8…, …, 3.... 2... 1... I mamy 2018 rok. Zaczynają
strzelać fajerwerki... Gdzieniegdzie chmury nad którymi jesteśmy,
odsłaniają kawałek miasta.
Ale najciekawsze jest to jak wyglądają chmury, które
przysłoniły całkiem miasto na przykład Tatrzańską Łomnicę. Wyglądało to jakby
niebo miało zaraz eksplodować, różne kolory – żółte, czerwone, niebieskie...
Nie da się tego opisać... to trzeba zobaczyć.
Emocje w końcu opadły i trzeba iść dalej. Jakieś pół
godziny później docieramy na Skalnaté pleso
1751 m n.p.m. Siedzimy tu chwilę... Ale
co niektórym zimno. Ja posiedziałbym tu dłużej i mógłbym poczekać na wschód
słońca, który zapowiadał się spektakularnie. Ale niestety trzeba wracać. Na
trzeci etap wyprawy już sam nie liczę, bo też trochę mam dość. Predné
Solisko zrobi się innym razem. Schodzimy tą
samą drogą... Dopada nas ratrak...
Ale całe szczęście uchodzimy z życiem, nie
zjada nas. Schodzenie idzie szybciej, pod koniec dopada mnie zmęczenie, opadam
z sił. Znów wchodzimy w gęstą mgłę.
Docieramy na parking, proponuję, żeby jeszcze chwilę posiedzieć
w samochodzie, zagrzać się i może ….. wschód słońca na Hrebienioku … ale chyba nikt mnie nie usłyszał lub nie chciał…
Nowy Rok przywitany !!!! Nowe pomysły na kolejne podbijanie
Tatrzańskich szczytów i nie tylko. Już odliczam dni do kolejnej wyprawy
noworocznej, która już za dwa tygodnie. Trzymajcie kciuki by się udało... Aaa… wróciliśmy
cali i zdrowi. Tym razem McDonald’s był
zamknięty...
Rok 2017 uważam za bardzo udamy i mam nadzieje ze
2018 będzie jeszcze lepszy…


Komentarze
Prześlij komentarz