Adršpašsko-teplické skály
Link do dnia pierwszego :)
Dziś wstajemy wyjątkowo wcześnie. Nawet
wyspani. Może dlatego by jak najszybciej opuścić to miejsce lub sprawdzić czy
stoi jeszcze auto. Poranny prysznic i ruszamy. Mamy zaledwie pół godziny do
naszej dzisiejszej atrakcji. Gdzie dziś?
Kierunek Adršpach czyli Adršpašsko-teplické skály.
Docieramy tam chwile po ósmej.
Parking jeszcze nie przepełniony, ale ludzi
jest już sporo. Kolejka do kas jest mała. Postanawiamy jeszcze coś przekąsić i
to był nasz błąd, bo po kilkunastu minutach kolejka zrobiła się spora, że aż mi
się ode chciało. Na całe szczęście kolejka szybko się zmniejsza i dość szybko
znajdujemy się przy kasie. Kupujemy bilety i wchodzimy.
Cały teren masywu leży w granicach
rezerwatu przyrody o nazwie „Národní přírodní rezervace Adršpašskoteplické skály”.
Zaraz za wejściem na teren skalnego miasta znajduję się szmaragdowe jezioro Piskovna ,
które można
obejść niebieskim szlakiem dookoła. Okrążając
jezioro wchodzimy z powrotem na główny szlak, chyba żółty. Idąc kawałek
szlakiem napotykamy pierwszą formacje
skalną gigantyczną maczugę zwaną Głowa Cukru (Homole Cukru).
Idąc dalej dochodzimy do Gotyckiej Bramy. Oj
jak trudno było zrobić tu zdjęcie. Cały czas ludzie przechodzili nie zwracając
uwagi że ktoś chce zrobić zdjęcie. Ale w końcu się udało
. A co za nią się kryje
? Za nią rozpoczyna się wąska ścieżka
otoczona 30 metrowymi ścianami skalnymi, który prowadzi na Rynek Słoni, gdzie ze ścian zwisają skalne
trąby słoni skierowane do środka placu.
Idąc dalej mijamy Gromowy Kamień (Hromovy
kamen).
Związana jest z nim legenda sięgająca roku
1772, kiedy to dwóch Anglików chciało obserwować burzę. Czekali tam 8 dni i gdy
doszło do potężnej burzy, schowali się pod nawisem skalnym, a nieopodal nich
piorun uderzył w skały i oderwał wyżej wspomniany głaz. Potwierdzeniem tej
historii ma być napis wyryty w skale, jednakże nieczytelny - znalezione w
Internecie.
Co chwile mijamy różne ciekawe formacje skalne
takie jak: Wieża Elżbiety, Głowa lwicy, Madonna i wiele innych. Tu trzeba się
powołać na wyobraźnie. Każdy może
dostrzec tu coś innego.
Po jakimś czasie dochodzimy do małego wodospadu z którego wybija się Srebrne
źródło,
a podchodząc kawałek dalej można dojść do Wielkiego wodospadu . Tam można
kupić bilet by popłynąć łodzią jezioro, ale my zawracamy i skręcamy chwile
potem w lewo. Po drodze mijamy kolejne skały miedzy innymi stanowiący symbol
skalnego miasta „Kochankowie”,
(Milenci).
Pod koniec trasy czeka nas jeszcze
Mysia Dziura (Myśí Díra),
czyli wąski przesmyk między skałami gdzie
idzie się schodkami w dół. Naprawdę wąsko, ale
jeszcze się mieszczę. Nie jest ze mną tak źle. I tak mija parę godzin
nic innego nie pozostaje jak wrócić do Polski.
Majówka zleciała bardzo szybko. Cztery dni
to stanowczo na mało by to wszystko zwiedzić. Dużo jeszcze zostało
w tych terenach do zwiedzenia, może
następnym razem. Wiem jedno że warto tu
wrócić i spędzić tu trochę czasu. Ale zastanówmy się zawsze jak gdzieś się
jedzie i wraca mówimy jeszcze tu wrócimy.
Oby tak było. Życia by zabrakło żeby wszystko i
wszędzie pozwiedzać. Wyjazd uważam za udany i to bardzo.


Komentarze
Prześlij komentarz