Veľký Choč



Kolejny weekend zbliża się szybkimi krokami. Pomysłów na spędzenie wolnego czasu jest dużo jednak tym razem znów zwyciężyły góry. Prognoza pogody zapowiada się dość obiecująco zatem przyszedł czas na kolejny wschód słońca na szczycie.
Z Gliwic wyruszamy kilka minut po dwudziestej pierwszej. Droga przebiega spokojnie i nawet dobrze mi się jedzie. Chwilę po północy docieramy do miejscowości Valaská Dubová. Jest to wioska położona na wysokości 662 m n.p.m., na zachodnim skraju Gór Choczańskich. Zatrzymujemy się na parkingu w dolnej części wsi, przy dawnym trakcie zwanym tu „furmańcem”. Jest to budynek „karczmy” wzniesiony na początku XIX wieku na miejscu dawnej, drewnianej karczmy furmańskiej (obecnie restauracja). Według tradycji to tu został schwytany w 1713 roku słynny zbójnik Juraj Jánošík o czym przypomina okolicznościowy napis na fasadzie budynku (faktycznie Janosika złapano w Liptowskim Mikułaszu).
Przed pierwszą ruszamy niebieskim szlakiem w kierunku szczytu Veľký Choč. 

            Oświetlona asfaltowa droga lekko wiodąca ku górze, ciągnie się wzdłuż okolicznych domków.  Po chwili wchodzimy w ciemny las. Teraz czołówki oświetlają nam drogę. W międzyczasie napotykamy wielkie ślimaki.  Musimy uważać, aby ich nie zdeptać. One zapewne też  zmierzają na szczyt. Chyba są na sterydach, bo są naprawdę wielkie. Idąc dalej  napotykamy  ropuchę.
Może to książę, a może księżniczka, sam nie wiem. Całować nie mam zamiaru. Nie będę ryzykować.  

        Po dwóch godzinach od startu docieramy na Stredná Poľana 1255 m n.p.m.. To dawna hala pasterska. Od dawna już nie jest wypasana, ale na jej obrzeżu stoi szałas będący pozostałością dawnego pasterstwa, zwany szumnie „Hotelem Chocz”. Polanę wypełnia jeszcze ciemna noc. Chwila na posiłek oraz krótki odpoczynek. Na szczyt mamy już tylko godzinę. Teraz musimy nabrać nieco wysokości. Wyszliśmy już z poziomu lasu. Im wyżej tym robi się coraz chłodniej. Powoli się rozjaśnia. Spoglądamy za siebie i naszym oczom ukazuje się piękny niebiesko fioletowy kolor nieba o świcie. Niestety przed samym szczytem spore zachmurzenie, które trochę nas niepokoi. Jednak mamy nadzieję, że chmury szybko się rozstąpią.
Chwilę po czwartej stajemy na szczycie Veľký Choč 1 611 m n.p.m. 


Do wschodu mamy jeszcze pół godziny. 


Bacznie obserwujemy chmury z nadzieją, że uda nam się jednak zobaczyć piękny słoneczny spektakl.
Szczyt nazywany jest Królem panoram. Rozpościerające się z niego widoki przy dobrych warunkach atmosferycznych można zaliczyć do najpiękniejszych na Słowacji. Panorama z Chocza obejmuje wiele pasm górskich m.in. Małą i Wielką Fatrę (którą akurat jesteśmy w stanie dostrzec), a także Tatry Wysokie, Zachodnie oraz Niżne. Reszta widoków niestety spowita jest w chmurach. Jednak od czasu do czasu chmury lekko się rozstępują i odsłania się Babia Góra oraz Pilsko. Pomału w chmurach nieśmiało przebija się czerwone słonko. 


Budzi się dzień. 

 
Pomimo, iż chmury przeszkadzają nam w całym tym spektaklu to i tak widoki są przepiękne. Najfajniejsze jest to, że poza ekipą czterech osób, które nocowały na szczycie pod namiotem, jesteśmy w tym miejscu sami. Pozwala nam to na swobodne robienie zdjęć. 


Spędzamy tu sporo czasu i po kilkudziesięciu minutach chmury znikają gdzieś w oddali tworząc ciekawe widoki.


Jednak w dalszym ciągu można dostrzec tylko lekki zarys Tatr i innych pasm górskich
 
Wszystko co dobre szybko się kończy więc nadchodzi pora powrotu. 


Schodzimy tym samym szlakiem. Po drodze zatrzymujemy się na polanie robiąc tam dłuższą chwilę odpoczynku. Korzystamy ze słońca, które mocno nas przypieka. Koło dwunastej docieramy do auta i obieramy kierunek naszego noclegu. Po drodze jeszcze słowackie zakupu na obiadokolacje i po szesnastej docieramy na kwaterę.


 Nieprzespana noc daje nam się we znaki i po pysznym posiłku 


szybko kładziemy się spać by zregenerować siły...


Więcej zdjęć 

 

Komentarze

Popularne posty