Jahňací štít 2230 m n.p.m

    Jeaah! Po dłuższej przerwie znów jadę w Tatry. Zapowiadają się idealne warunki. Ma być słonecznie, więc trzeba to wykorzystać. Nasuwa się tylko pytanie, gdzie się wybrać? Ciągnie mnie w Zapadne Tatry w  kierunku szlaków na których jeszcze nie byłem. Można by udać się na Żleb Kulczyńskiego i na Granaty. Ale w Żlebie jeszcze zalega śnieg więc odpuszczamy, nie ma co kusić losu. Ostatecznie wybór pada na Tatry słowackie.
 

    Przed pierwszą w nocy ruszamy z domu i obieramy kurs w kierunku Słowacji. Droga przebiega dość szybko. Już po czwartej meldujemy się na parkingu przy wylocie szlaku Biela Voda. 


    To tu prowadzi żółty szlak do Doliny Muminka. Wokół panuje jeszcze półmrok, a nad górami wiszą ciężkie chmury, które zasłaniają większość szczytów. Niezrażeni tym faktem, dość szybko  zbieramy się i ruszamy z nadzieją, że prognoza pogody jednak nas nie zawiedziecie. Początkowo trasa prowadzi szeroką niezbyt stromą ścieżką wzdłuż potoku Kieżmarska Biała Woda. Potem zmienia się w wąską kamienistą drogę. Jest to również szlak rowerowy, który miejscami jest trudny, a trudność wynika głównie z licznie zalegających luźnych kamieni i głazów. Parę lat temu miałem przyjemność pokonywać ten szlak właśnie na rowerze.

    Po dwóch godzinach wędrówki odsłaniają się widoki na wysokie Tatry, a w oddali widać już schronisko. To znak że jeszcze chwila i będziemy na miejscu.

 
          Przed siódmą docieramy na Zelené pleso czyli na Zielony Staw Kieżmarski, który położony jest na poziomie 1545 m n.p.m.
 

  Nad kotlinę stawu z trzech stron opadają strome zbocza sąsiednich szczytów: Koziej Turni z północy, Jastrzębiej Turni z zachodu i Małego Kieżmarskiego Szczytu z południa. Postanawiamy tutaj chwilę odpocząć, nie może również zabraknąć czasu na robienie zdjęć.

 
    Staw co chwilę przybiera inne barwy. Wszystko zależy od tego jaka w danym momencie pada na niego ilość promieni słonecznych. Jego nazwa pochodzi właśnie od zabarwienia jakie posiada. Legendy podają, że swoją barwę przyjął od rubinu, który spadł do stawu z wierzchołka Jastrzębiej Turni. Za cennym kamieniem miał do jeziora wpaść syn hrabiego Tökölya. Na jego dnie dostrzec można turkusowe plamy, które powstają na skutek wypływających pod ciśnieniem podziemnych źródeł.


    Nad północno-wschodnim brzegiem stawu znajduje się schronisko. Chata pri Zelenom Plese 1550 m n.p.m., noszące w latach 1950–1990 nazwę Brnčalova chata. Przy chacie krzyżują się szlaki turystyczne: Magistrala Tatrzańska oraz żółty szlak na Jagnięcy Szczyt, który jest naszym dzisiejszym celem. Najpierw jednak czas na wspomniane śniadanie oraz chwilę na ogrzanie się w Chacie. W schronisku spędzamy trochę czasu, jednak nadchodzi moment by ruszyć dalej na kolejny etap naszej dzisiejszej wyprawy. W stronę szczytu kierujemy się żółtym szlakiem, który od samego początku pnie się kamienną ścieżką wśród kosówki, by po jakimś czasie wyjść na 200 metrowy próg skalny.


 Dochodzimy do Czerwonego Stawu Kieźmarskiego (Kežmarské Červené pleso 1801 m n.p.m.).


    Tu znów postanawiamy zrobić chwilę przerwy. Chmury już od jakiegoś czasu pomału się rozstępują ukazując nam górujące wokół majestatyczne szczyty. Widok zapiera dech w piersiach. Po chwili dostrzegam kamień, który idealnie nadaje się do miejsca odpoczynku. Zresztą zobaczcie sami ;)


    Czas ruszać dalej. Trawersując zbocze Jastrzębiej Turni. Kosówka zanika. Teren zamienia się w bardziej skalisty, lekko pnie się w stronę przełęczy.


    Po drodze mijamy kilka dużych płatów śniegu, ale bez żadnych problemów da się je pokonać nawet bez raków. Na wszelki wypadek i tak je zabraliśmy bo nigdy nie wiadomo co możne spotkać nas po drodze.


    Po pewnym czasie szlak ostro zakręca w lewo i po chwili dochodzimy do skał ubezpieczonych łańcuchami. 
 

    Ja postanowiłem nieco utrudnić sobie wejście i wspinam się nie używając łańcuchów. Jesteśmy na przełęczy. Im wyżej tym widoki piękniejsze. Pomimo wczesnej pory słońce już wysoko na horyzoncie. Wszystko wskazuje na to, że pogoda jednak nie spłata nam figla, a Tatry okażą się łaskawe i ukażą nam swoje piękno w całej okazałości.


    Na przełęczy Kolové sedlo 2090 m n.p.m. skręcamy w prawo. Szlak biegnie granią, wznosząc się i opadając na przemian. Często idziemy przez skalne turnie, rynny czy galeryjki. 


To jest najtrudniejszy fragment szlaku, ale pokonywałem już ten szlak parę lat temu i wtedy wydawał mi się znacznie trudniejszy. Wchodzimy na ostatnie siodełko grani, aby w końcu, chwile po dwunastej zdobyć Jahňací štít 2230 m n.p.m. 


    Na rozległym szczycie sporo ludzi, przechodzimy więc na drugą stronę w kierunku Koziej Grani. Jest tam znacznie spokojniej. Szybko znajdujemy dogodne miejsce by usiąść i rozkoszować się widokami. Panorama jest imponująca. Można zobaczyć Tatry Bielskie,


    Tatry Wysokie, Kieźmarski, Łomnicę, Baranie Rogi, Wysoka i Lodowy Szczyt oraz niektóre szczyty Tatr Zachodnich. 


Widoczność jest idealna. Do tego stopnia, że nawet widać Babią Górę. 
 

Spędzamy tu prawie trzy godziny. 


    
    Jedni schodzą, drudzy wchodzą. Nagle okazuje się że jesteśmy sami. Nikogo nie ma. To jest najlepszy moment na zdjęcia. 


    Wszystko co dobre szybko się kończy. Nadchodzi czas, aby pomału kierować się z powrotem ku doliną.


Zdobycie szczytu to dopiero połowa sukcesu. Teraz trzeba bezpiecznie zejść. 


    Trasa powrotna wiedzie tym samym szlakiem. Musimy się skupić i pamiętać w którym miejscu skręcić na przełęcz, ponieważ jeśli ją miniemy to znajdziemy się poza szlakiem. 

    Idąc skalistym zboczem nagle staję oko, w oko z Kamzikiem.  Przez chwilę przyglądamy się sobie wzajemnie. Kamzik jakby wyczuwając moją chęć zrobienia mu zdjęcia nawet ochoczo zapozował i udało mi się uchwycić go w kadrze. W końcu każdy rusza w swoją stronę.



    Podążamy dalej, po jakimś czasie docieramy do przełęczy. Tak jak wcześniej wspominałem trzeba być tutaj czujnym i  zwrócić uwagę na to, aby nie pójść dalej w stronę Kołowego szczytu. Pozostaje jeszcze tylko ponowne zejście po łańcuchach oraz paru płatach śniegu,


aby po jakimś czasie dotrzeć do schroniska. Przy zejściu z przełęczy słonko dalej nam towarzyszyło, co jakiś czas oświetlało okoliczne szczyty, lecz my byliśmy już w cieniu  otaczających nas gór.


    Chwilę po dziewiętnastej docieramy ponownie do schroniska, gdzie robimy sobie przerwę na ostatni posiłek i kierujemy się szlakiem w stronę parkingu Biela Voda. Po dwudziestej trzeciej docieramy do samochodu i obieramy kierunek powrotny do Polski, a następnie do domu.




Komentarze

Popularne posty