Jak to się zaczęło
Jak zaczęła się moja przygoda z górami? Zadaję sobie to pytanie od
dłuższego czasu. O ile dobrze sięgam pamięcią były to Beskidy. Chyba urlop.
Wjazd wyciągiem krzesełkowym na Czantorię oraz przemierzanie pobliskich
szlaków. Soszów, Stożek czy Kubalonka. Nic nie wskazywało na to że któregoś
dnia góry staną się moją pasją. Do Wisły wracałem dość często nawet na rowerze.
Wraz ze znajomymi jeździliśmy rowerami po okolicznych szlakach. Kiedyś udało nam
się wjechać między innymi na przełęcz Biały Krzyż. Wtedy też zdobyłem swój
pierwszy rowerowy szczyt- Górę Żar 761 m n.p.m. Na tamten etap moich górskich
doświadczeń było to coś! Nie od dziś wiadomo, że apetyt rośnie w miarę
jedzenia, zatem szlifowałem swoją kondycję na rowerze ile się dało.
W 2008 roku udało mi się wybrać na kilkudniową wycieczkę do Czech.
Pierwsza wyprawa za granicę i pierwszy tysięcznik zdobyty na rowerze. Mowa tu o szczycie Lysá hora 1 324 m n.p.m.
Nastała zima 2009 r. Będąc przejazdem w Nowym Targu po raz pierwszy z daleka ujrzałem te majestatyczne, wielkie góry. To były Tatry. W tamtym czasie nie śniłem nawet, że kiedykolwiek stanę na jakimkolwiek z tatrzańskich szczytów. Jednak tamtejszego lata nadarzyło się pierwsze spotkanie z najwyższymi górami w Polsce. Była to wycieczka rowerowa w najwyższe partie na które można wjechać rowerem. Mowa tu o szlaku do schroniska Murowaniec 1 500 m n.p.m.
Jeśli ktoś podążał tym szlakiem to jest w stanie wyobrazić sobie podjazd tą trasą na rowerze. Wtedy naprawdę miałem dobrą kondycję skoro byłem w stanie pokonać te „kocie łby”. W tamtym czasie do mojej listy górskich tras dopisać można jeszcze było dwa podjazdy na Turbacz.
Kolejny rok, kolejne lato i znów jestem pod Tatrami.
Tym razem w innej roli. W roli turysty, który czekał ponad dwie godziny, aby
wjechać kolejką na Kasprowy Wierch. Ale warto było. Z punktu widzenia laika
była to niesamowita wyprawa. Możliwość zobaczenia śniegu w środku lata.
Wtedy było dla mnie to nie do pojęcia . Na górze zastał mnie wiatr, który raz na jakiś czas przeganiał chmury, by chodź na chwilę lekko odsłonić górskie szczyty, a następnie znów spowić je w tajemniczej mgle.
Wówczas góry dawały mi znaki jakby chciały powiedzieć jeszcze tu wrócisz by móc
zobaczyć więcej. Dziś z perspektywy czasu oraz zdobytego już górskiego
doświadczenia patrzę z wyrozumiałością na ludzi którzy stoją w kolejce, by
wjechać na Kasprowy Wierch. Nie każdy ma tyle energii i samozaparcia, żeby
wejść tam o własnych siłach. Mnie tej energii i motywacji nie brakowało, zatem następnego dnia udałem się na wycieczkę do miejsca, które każdy dobrze zna, gdzie w weekendy
nadciąga fala ludzi z całego kraju.
Mowa tu oczywiście o Morskim Oku. Bardziej wytrwalsi turyści kierują się z tego miejsca jeszcze nad Czarny Staw. Ja również przemierzyłem wówczas ten szlak. Zwykłe buty, dżinsy i bluza. Wtedy nawet nie miałem pojęcia, że istnieje specjalna odzież przeznaczona do górskich wędrówek. W pierwszych dziesięcioleciach Taternictwa ludzie chodząc po górach używali zwykłych skórzanych butów i wełnianych swetrów czy koszul flanelowych. W górskiej pasji tak naprawdę nie o ubiór chodzi tylko o wewnętrzną motywacje. Natomiast w dzisiejszych czasach kiedy jakaś osoba wybierze się w klapkach nad Morskie Oko to zaraz jest wyśmiewana, mało tego zaraz ktoś zrobi zdjęcie i wrzuca na portale społecznościowe, by dać pożywkę fali hejtu. Pytanie po co? Każdy jakoś zaczynał. A może wśród tych ludzi będziecie mijać kiedyś przyszłego Taternika, Alpinistę lub Himalaistę? Abstrahując oczywiście od skrajnych przypadków głupoty.
Mijały kolejne miesiące, a ja coraz bardziej obywałem się z górami. Był to rok który pokazał i równocześnie uświadomił mi, że warto tam wrócić. Niespełna dwa lata później w 2011 roku przyszły wielkie zmiany. Chciałem więcej. Znów pojawiłem się pod Tatrami z rowerem.
Tym razem postanowiłem wybrać się na wyprawę rowerową dookoła Tatr m.in. wjazd rowerem na Zelené Pleso i na Sliezsky dom 1 665 m n.p.m. - to najwyższy punk który można zdobyć rowerem w Tatrach.
Wtedy również zacząłem stawiać swoje pierwsze nieśmiałe kroki na szlaku. Ze Starego Smokovca na Hrebieniok, a dalej na Skalnaté Pleso by ”zdobyć” Łomnicę, wtedy jeszcze oczywiście kolejką.
Następny rok obfitował już w bardziej wymagające szlaki.
Zapoznawałem się z Tatrami wysokimi: Orla Perć od Zawratu po Kozią przełęcz.
Nie sprawiło mi to dużej trudności, wręcz przeciwnie dawało mi dużo satysfakcji. Z punktu widzenia laika jest czymś niewyobrażalnym przejść całą Orlą Perć w jeden dzień. A jednak! Nigdy nie mów nigdy! Kilka lat później udało mi się tego dokonać.
Przeszedłem szlak od Kasprowego Wierchu po Przełęcz Krzyżne.
Z czasem zapragnąłem również zimowych wypraw. Zdobywając Grzesia, Rakoń, a nawet Kończysty Wierch.
Po drodze pojawiły się również Bieszczady.
Potem zakończył się pewien etap życia. Trzeba było rozpocząć nowy.
W 2015 roku w listopadzie postawiłem sobie za cel obejść wszystkie szlaki turystyczne w Tatrach. Na pierwszy ogień poszedł Sławkowski Szczyt. Wybrałem się tam bez przygotowania i bez wiedzy jaka jest potrzebna w górach. Była to dla mnie dobra lekcja pokory, oraz nabrania szacunku wobec majestatu gór, lekcja która odmieniła zupełnie moje spojrzenie i podejście do wielu spraw.
Zmieniło się wszystko. Zacząłem się szkolić, czytać, uczyć. Z biegiem czasu nabierałem coraz większego górskiego doświadczenia, również zimowego. Zdobywałem coraz więcej szczytów, w wyniku czego na tą chwilę, pozostały mi jeszcze tylko do zdobycia Pachoł oraz Baraniec. Dodatkowo jestem w połowie Wielkiej Korony Tatr, większość tych szczytów została zdobyta zimą. Relacje z odbytych wypraw górskich znajdziecie na moim blogu. Za sobą mam również trekkining po rumuńskich górach Transfogarskich gdzie zdobyłem najwyższy szczyt Rumunii Moldoveanu 2 544 m n.p.m.
oraz drugi co do wysokości szczyt Negoiu 2 535 m n.p.m.
Wędrowałem też po tajemniczych górach Bucegi.
Wspiąłem się na najwyższy szczyt Słowenii Triglav 2 864 m n.p.m.
Wjechałem na rowerze na przełęcz Stelvio 2 757 m n.p.m.
oraz przemierzyłem na dwóch kółkach Czarnogórę m.in. Kanion Pivy.
Przejechałem również rowerem Trasę Transfogarską, która została okrzyknięta
przez Jeremy'ego Clarksona z Top Gear” najpiękniejszą trasą w Europie.
W międzyczasie pojawiła się jeszcze kolejna pasja, a
mianowicie wspinaczka. Chciałem spróbować, bardziej z ciekawości. Zapisałem się
na kurs, który okazał się strzałem w dziesiątkę.
Wspinaczka stała się kolejną z pasji. Trzecią po rowerze i górach. „To przychodzi nagle. Widzisz coś po raz pierwszy i od razu wiesz, że znalazłeś swoje zainteresowanie. Jakby ktoś przekręcił klucz w zamku. Albo po raz pierwszy się zakochał”. Stephen King
Posiadając tyle pasji zawsze mam dylemat, którą wybrać, gdy przychodzi weekend, a prognozy pogody zapowiadają się obiecujące.
Również z organizacją urlopu nie mam większych problem, gdyż doskonale daje się połączyć te trzy dyscypliny i jednocześnie świetnie się bawić. Doskonałym przykładem jest wyprawa do gorącej Italii.
Zatem jeśli macie marzenia nie rezygnujcie z nich. Zaczynajcie od realizacji drobnych rzeczy, które od dawna chodzą Wam po głowie, ale nie trafiły jeszcze na katalizator, który spowoduje, że poczujecie w sobie iskrę i zapalicie się do czegoś tak bardzo, że nie będziecie potrafili bez tego żyć. Nikt Wam nie każe zdobywać od razu K2. Niech inni się śmieją, że zdobyliście Morskie Oko lub właśnie mieliście ochotę wjechać kolejką na Kasprowy.


















Komentarze
Prześlij komentarz