Lawinowa Trójka

Czytaj najpierw tu !

Warunki dziś też bez rewelacji, w dodatku pada śnieg, widoczność słaba no i dalej lawinowa trójka, więc zdobywanie szczytów nie wchodzi w grę.  Zbytnio pomysłów nie ma, więc postanowiliśmy pojechać do Brzezin. Z Łysej Polany to niedaleko. Warunki na drodze nie ciekawe, ale widoki piękne...


Z Brzezin ruszamy w kierunku Murowańca. Droga na początku strasznie się ciągnie, idziemy równym tempem rozmawiając na różne tematy, czas biegnie... nagle … to już schronisko? Okazuje się że tak. Jakoś szybko przeszliśmy tą drogą, a mnie chyba pierwszy raz tak dobrze się tędy szło. W schronisku robimy krótką przerwę.
Ruszamy dalej w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego. Przechodzimy przez tereny narażone na zejście lawiny.
Tu zginął ósmego lutego 1909 roku w lawinie śnieżnej, która zeszła ze wschodnich ścian Małego Kościelca, Mieczysław Karłowicz. Latem 1909 roku postawiono Kamień obelisk upamiętniający tragiczną śmierć. Na kamieniu znajduje się wykuty napis: „Mieczysław Karłowicz/tu zginął/porwany śnieżną/ lawiną d. 8 lutego/1909/Non omnis moriar”. Pod napisem wykuta jest góralska swastyka – ulubiony znak Karłowicza. Jest to słowiański symbol, często spotykany w zdobnictwie góralskim, a zwany na Podhalu „krzyżykiem niespodzianym”.
Bez problemu dochodzimy do drogowskazu z napisem Czarny Staw Gąsienicowy. W prawo czarny szlak prowadzi na Karb, w lewo niebieski prowadzi między innymi na Zmarły Staw. Ogólnie widoczność…  hmm biało dookoła, 


szczytów nie widać,


czasami wręcz nic. Przechodzimy środkiem Stawu i podchodzimy niedaleko żlebu, który prowadzi na Zmarzły Staw. Dalej nie idziemy. Z pobliskich szczytów słychać i widać jak schodzą lawiny. Nawet nagrywam jedną z nich, ale na filmie niewiele widać. Kawałek wracamy ...


i zatrzymujemy się w pobliżu, gdzie prowadzi żółty szlak na Granaty. Postanawiamy, że spędzimy tu trochę czasu, znajdujemy strome zbocze, gdzie można sobie trochę poćwiczyć zjazdy z czekanem, asekuracje lotną… Po prostu... Robimy sobie mini kurs turystyki zimowej... Zjeżdżam z czekanem raz, drugi... dziesiąty. Wspinam się po raz kolejny i nagle... Podcina mnie lawina... Tracę równowagę,  przewracam się...,  czekan wylatuje mi z ręki... Lecę kilka może kilkanaście metrów, 


tracę orientację... nie wiem gdzie góra gdzie dół... 
 

w końcu się zatrzymuję… zostaję przysypany... nie mogę się ruszyć, próbuje, ale nie to i tak bez sensu. Jestem kilkanaście centymetrów pod śniegiem. Leżę... 


Dziwne uczucie, niby zimno, a przyjemnie... Z jednej strony chcę się wydostać, z drugiej zostać…
Nie ukrywam, zdjęcia Dawidowi wyszły cudnie. To wszystko było kontrolowane - lawina, upadki… A gdy „wylądowałem” pod śniegiem to musiałem najpierw wykopać dziurę, w której się położyłem, a Dawid pomógł mi się zasypać. Chciałem po prostu zobaczyć jak to jest leżeć zasypanym pod śniegiem. Niby tylko, albo aż czterdzieści centymetrów, a nie dało się ruszyć... Jeszcze kilka zdjęć i w końcu  Dawid udziela mi pomocy, ratuje mnie i odkopuje. Trochę tu spędziliśmy czasu, może około kilku godzin. Widoki cudne... Przechodząca grupa ludzi środkiem stawu wygląda niesamowicie. 
 

Jest około siedemnastej. Trzeba się zbierać. Ale gdzie tu iść, dookoła biało, dosłownie żadnego punktu orientacyjnego. 


Ale wiemy gdzie jesteśmy i wiemy gdzie się kierować, bez problemu dochodzimy na drugą stronę stawu. Oczywiście  cały dzień pada śnieg. Śladów, które jakiś czas  temu były przez nas zrobione, już nie widać. Kawałek za stawem trzeba już wyciągnąć czołówki i dobrze się rozglądać czy idziemy w kierunku schroniska. Szlak już po części zasypany, ale jeszcze widoczny. Telefon mi padł, chyba zamarzł. Warunki trudne, mgła utrudnia wędrówkę. 


Nie znając tych okolic łatwo można się zgubić, ale  znam dobrze te tereny, no i mam jakąś zdolność orientacji w terenie. Ważne, żeby wiedzieć gdzie się jest i gdzie ewentualnie się kierować. Gdybym nie znał tych terenów to może byłby problem. W końcu bezpiecznie docieramy do schroniska. Zatrzymujemy się chwilę, żeby się ogrzać i ruszamy w drogę powrotną do  Brzezin. Około dwudziestej docieramy do auta, jest przykryte dziesięciocentymetrową warstwą śniegu. Do domu docieram dosyć późno, bo po drugiej. Naprawdę super wyjazd... Nie zawsze trzeba jechać w Tatry, by zdobywać szczyty…
Aaa, McDonald's też był...


Więcej zdjęć  

Komentarze

Popularne posty