Praděd 1 491m n.p.m.
Święta były już tuż, tuż… Zaplanowaliśmy,
że w sobotę wyjedziemy popołudniu, zanocujemy w Zakopanem, by z samego rana
jeszcze przed świtem wyruszyć w kierunku Słowacji. W planach mieliśmy Krywań,
Jagnięcy lub coś bardziej ambitnego. Ale to był tylko plan. A plany jak wiadomo
się zmieniają. Pogoda nie dopisała, więc i plan runął. Minęła sobota. W głowie
kotłowały się myśli, że może trzeba było jednak jechać. Nadeszła niedziela, i
wciąż myślałem, co tu robić? Przed południem bieganie, aż siedem kilometrów, a
to dało mi nieźle w kość. Był to pomysł Oli. Fakt, w końcu trzeba było zacząć,
poprawić swoją kondycję, żeby na podejściach było trochę lepiej. Padł pomysł żeby
na za jutrz gdzieś jechać, ale gdzie? I wymyśliliśmy – Praděd! Kiedyś był plan by
wjechać na nią rowerem. Ale jakoś nie zostało to zrealizowane. A tym czasem
nadarzyła się okazja, by zdobyć tę górę pieszo. Więc ruszyliśmy w drogę. Tym
razem ustaliliśmy wyjazd o szóstej, więc chwilę po ósmej dotarliśmy do
miejscowości Karlova Studánka. Stamtąd wybraliśmy żółty szlak, który wraz ze
znakami niebieskimi prowadzi ku dolinie Białej Opawy.
Na początku oba szlaki wiodą łagodnie pod
górę, który jest dość gęsto zalesiony. Już na początku drogi było sporo śniegu
i chwilami ślisko.
Po dziesiątej doszliśmy do drewnianej wiaty, która jest na
niewielkiej polance
(Na Paloučku 927m n.p.m.) .
Tu szlaki rozdzielają się, niebieski
prowadzi równolegle nad górną krawędzią wąwozu, a żółty którym postanowiliśmy
iść prowadzi wzdłuż potoku. Szlak idzie dnem wąwozu, gdzie znajdują się liczne
wodospady Białej Opawy, a mostki zawieszone na skałkach, kładki, schodki
ułatwiają pokonanie drogi.
Taki mini Słowacki Raj. Słonko przebijało się na dno
wąwozu, chwilami śniegu brak, a chwilami tyle śniegu ze problem przejść w
dodatku miejscami są nawet małe lodospady. Po godzinnej wędrówce wąwozem szlak żółty
zaczął się piąć ostro do góry, by po chwili dość do rozwidlenia z niebieskim. W
ten oto sposób dotarliśmy nad Vodopády Bílé Opavy (1190 m) . Stąd według
drogowskazu do Chaty Barborka miały być dwa kilometry. Chyba Czesi tak
oznaczają swoje szlaki…
Po jedenastej
dotarliśmy do Hotelowego schroniska Barborka 1325m n.p.m.
W schroniskowym
hotelu postanowiliśmy coś zjeść, prawie wszyscy zamówiliśmy Smaženy sýr, hranolky.
Dłuższą chwilę siedzieliśmy. W końcu
ruszyliśmy w dalszą drogę. Po chwili widać było... Betonową sylwetkę wieży
przekaźnikowej.
To już blisko... Jednak wrażenie było złudne, ponieważ szlak okrąża
prawie całą kopułę szczytową Pradziada. Więc niby blisko, a iść trzeba jeszcze
spory kawałek. Szliśmy kawałek niebieskim szlakiem, gdzie doszliśmy do rozdroża.
Czerwony i zielony szlak prowadzą szeroką, łagodnie wznosząca się drogą. Po
prawej stronie przybliżała się coraz bliżej wieża.
W końcu po godzinie
trzynastej weszliśmy na górę Praděd.
Szczyt o wysokości 1492 m n.p.m.
Na wierzchołku Pradziada znajduje się wieża
przekaźnikowa, mieszcząca w sobie również hotel, restaurację, a także stację
meteo. Betonowa konstrukcja osiąga 162 metry wysokości. Jej budowa była
realizowana w latach 1977-1983. Na wieży, na wysokości 72 metrów znajduje się
taras widokowy, oczywiście płatny.
Już na początku XIX wieku stała na
wierzchołku chata, która służyła, jako schronienie przed złą pogodą. Później
turyści zbudowali prosty budynek, który jednak nie wystarczał wobec
wzrastającej liczby gości. Poprzedniczką
dzisiejszej budowli na szczycie była kamienna wieża widokowa wzniesiona w roku
1903 w stylu pseudogotyckim o wysokości ok. 32 metrów. W latach 30-tych konstrukcji
nadano imię Adolfa Hitlera, a podczas II wojny światowej mieściło się w niej
obserwatorium meteo Wehrmachtu. Po wojnie wieżę zamknięto, w roku 1959 zawaliła
się.
Z Pradziada rozlega się szeroka panorama,
ale jakoś nie zapiera mi tchu w piersiach. To chyba nie moja góra. A co do
wieży… Podobna jest na Słowacji na szczycie Kráľova hoľa, gdzie widoki są ciekawsze.
Nie to, że nie polecam tej góry, czy że jest zła. Wręcz przeciwnie, warto
pojechać zobaczyć. Każdemu podoba się, co innego. Nie każdy ma możliwość
zdobywania tatrzańskich szczytów i cieszy się choćby zdobyciem takiej góry jak
Pradziad.
Zejście z Pradziada pokrywała się
większości z drogą wejściową, tylko na końcu nie szliśmy dnem wąwozu, a górną
jego krawędzią.
Wycieczka nie była zła. Chciałem się tu
wybrać i się wybrałem. Rozczarowania nie było, ekipa super. Po prostu to nie
była moja góra. Może będzie górą kogoś z Was.
Więcej zdjęć
Więcej zdjęć


Komentarze
Prześlij komentarz