Pravčicka Brama
Kolejna
noc zleciała. Dziś w planach też mieliśmy coś ciekawego.
Zatem
skierowaliśmy się znów na Děčín, a potem na
miejscowość Hřensko,
oddaloną około dwanaście kilometrów od Děčína. Zostawiliśmy tam auto na parkingu, a następnie ruszyliśmy
czerwonym szlakiem, który początkowo prowadzi wzdłuż szosy przez półtora
kilometra. Doszliśmy do rozdroża Tři Prameny. Tu skręciliśmy w leśną ścieżkę, która
prowadziła nas do obranego celu. Przed nami były dwa kilometry wędrówki. Po drodze
mijaliśmy różne ciekawe formacje skalne. Po godzinnej wędrówce ukazało nam się
miejsce docelowe, czyli Pravčicka Brama,
wyjątkowy zabytek przyrody,
będący największą bramą skalną na całym kontynencie. Jak podaje Internet skalne
okno ma wysokość 16 metrów, rozpiętość łuku u podstawy wynosi 26,5m, wysokość
otworu 16 m, szerokość 7-8m, minimalna grubość - 3 metry. Kupiliśmy
bilety i wchodzimy na kompleks.
Bramę Pravčicką
najlepiej widać z tarasów widokowych, do których prowadzi ścieżka po
lewej stronie od wejścia, gdzie udaliśmy się od razu. Parę schodów i szybko znaleźliśmy
się na tarasie widokowym. Faktycznie niesamowicie to wygląda.
Z
tarasów pięknie widać nie tylko bramę i otaczające nas skały,
ale także „Sokoli
hnizdo”, czyli Sokole Gniazdo.
Zostało ono zbudowane w 1881 roku w miejscu
chatki z kory dębowej, która służyła, jako wyszynk. Początkowo "Sokoli
hnizdo" było wykorzystywane, jako nocleg dla ważnych gości tutejszego rodu
Clary-Aldringen. Dziś mieści się tu galeria i mała restauracja.
Spędzaliśmy tu
trochę czasu, podziwiając widoki. Pogoda nie rozpieszczała, wydawało się, że
zaraz będzie padać, ale jakoś przeszło bokiem. Zajrzeliśmy na chwilę do
restauracji, ale jeśli mam być szczery, to jedzenie niespecjalnie smaczne.
Po czternastej
zebraliśmy się i zeszliśmy tą samą drogą, którą wchodziliśmy. Doszliśmy do auta
i ruszyliśmy w drogę powrotną. Niby koniec naszych przygód na dziś, ale przed
nami była jeszcze długa droga. Dziś opuściliśmy naszą bazę noclegową i
kierowaliśmy się bliżej polskiej granicy. Ale nie to, że to czas na powrót do
domu już do domu. Mieliśmy w planach jeszcze jeden dzień atrakcji. Po drodze
szukaliśmy jakieś restauracji, a najlepiej pizzerii, bo jakoś mam niesamowita
ochotę na pizzę. I przy okazji także trwały poszukiwania miejsca, żeby gdzieś
przenocować. Jak na złość nigdzie nic nie ma, a jeść się chce. W końcu po
trzech godzinach jazdy dotarliśmy do miejscowości Trutnov. Może będzie szansa
coś zjeść. Było około dwudziestej pierwszej. Udało się! Znaleźliśmy pizzerie. Była
nawet dobra, albo byliśmy tak głodni. Najedzeni, pomyśleliśmy, że teraz przydałby
się odpoczynek, tylko gdzie? Nie mieliśmy nic zarezerwowanego. Telefon do ręki
i rozpoczęło się szukanie. Coś jest! I to oddalone z niecałe dziesięć
kilometrów. Jedziemy! GPS nas kieruje, ale gdzie!? Niby jesteśmy na miejscu, ale
tu jakaś dziura zabita dechami! Nocleg był w jakimś starym budynku, gdzie
znajduje się dyskoteka. I nawet teraz jest dyskoteka, w sumie pseudo dyskoteka.
Muzyka jest i kolorowe światełka, tylko ludzi brakuje. Jest tylko pijany facet, który twierdzi ze
dobrze gada po polsku. Może i potrafi, ale i tak nie da się go zrozumieć nawet
po czesku. Udało się wreszcie załatwić nocleg i w sumie to tylko jeden plus
tego miejsca. Zmęczeni padliśmy i na szczęście nawet nie słyszeliśmy tej
muzyki... Dzień 4


Komentarze
Prześlij komentarz