Kôprovský štít 2363 m n.p.m.
Plan był dość ciekawy. Wyjechać koło dwudziestej
i na pierwszą dojechać na parking przy Popradskim plesie, wejść na wschód słońca na
Kôprovský štít, potem zejść i wejść na Mengusovské
sedlo potem…
Tyle Plany. Na parking docieramy koło
czwartej, jeszcze półtora godziny drzemki i
ruszamy asfaltową drogą obładowani ciężkimi
plecakami w kierunku Popradskégo plesa.
Już na początku droga staje się upierdliwa,
robimy krótką przerwę, po czym idziemy
jakimś skrótem.. Wchodzimy w bardzo ciekawy krajobraz, jakbyśmy się na
chwilę przenieśli w inny świat…
Mocno zielona trawa, szare suche drzewa i
pełno przeróżnych grzybów, pewnie nie jadalne. Bardzo szybko dochodzimy do asfaltowej,
drogi, po pięciu minutach jesteśmy w schronisku. Jest około ósmej. W schronisku
spotykamy znajomych, którzy mają w planach zdobyć Ganek. Nam jakoś specjalnie się nie spieszy. Po godzinie ruszamy, kierując się na początek
trasy, gdzie startuje szlak się na Rysy.
Szlak biegnie lekko pod górkę między
drzewami, by chwilę później wejść w kosówkę. Szybko docieramy przed mostek na
Żabim Potoku. Po jego przekroczeniu dochodzimy do rozstaju szlaków, Rázcestie
nad Žabím potokom 1620 m n.p.m., gdzie w prawo czerwony szlak prowadzi na Rysy, a w lewo niebieski nasz
na Kôprovský štít .
Dalsza droga idzie dość sprawnie, do
momentu pierwszego podejścia, gdzie szlak zaczyna się piąć zakosami na skalny
próg doliny.
Idziemy wolno, bez pośpiechu spokojnym
tempem.
Coraz bliżej do jeziora… (Veľké Hincovo
pleso), droga trochę się dłuży. Kolejne podejście i jeszcze jedno. Może za
tym wzniesieniem będzie jezioro…
Po osiągnięciu tarasu szlak się wypłaszacza.
Moim oczom ukazuję się... Kurczę czy jezioro wyschło?
Idziemy dalej i po
chwili dochodzimy do Wielkiego Hińczowego
Stawu
(Veľké Hincovo pleso).
Staw położony w Dolinie Hińczowej,
stanowiącej górną część Doliny Mięguszowieckiej i leży na wysokości
1944,8 m n.p.m. Jest to o 551 metrów wyżej niż Morskie Oko.
Ma 20,08 ha powierzchni i 53,7 metrów
głębokości. Wielki Hińczowy Staw jest największym i najgłębszym stawem w
słowackiej części Tatr oraz czwartym co do wielkości i trzecim co do głębokości
w Tatrach.
Poniżej, w południowo-zachodnim kierunku, w
Dolince Szataniej znajduje się w oddzielnej kotlinie drugi, mniejszy Mały
Hińczowy Staw. Nazwa obydwu stawów pochodzi według ludowych podań od
słowackiego imienia Ignaś (Hinško).
Jest wpół do dwunastej, postanawiamy znaleźć
sobie ustronne miejsce, żeby odpocząć.
W pobliżu stawu dość sporo ludzi. Słonko
mocno grzeje. Więc nie pozostaje nic innego jak położyć się na jakimś wygodnym
głazie. Leżymy i patrzymy jak biegnie droga na Chłopka.
Nagle gdzieś w oddali słychać potężny huk prawdopodobnie
spadającego głazu… może jakiś
obryw skalny…
Po około dwudziestu minutach w oddali słychać
lecący helikopter HZS.
Śmigłowiec w górach zawsze wzbudza sensacje.
Jest czymś ciekawym, a zarazem smutnym, przerażającym, bo to znak, że coś się stało… Obserwowaliśmy
śmigłowiec, zawisł w rejonie Hińczowej Turni, a potem wylądował w pobliżu
stawu.
Po jakimś czasie wzbił się w powietrze… Przed piętnastą ruszamy w dalszą
drogę, czemu tak późno? Postanawiamy iść zobaczyć zachód słońca.
Teraz czeka nas podejście po piarżystym
zboczu.
Jakoś idzie. Szlak prowadzi nas
zakosami na Vyšné Kôprovské sedlo 2180 m n.p.m.
Tu szlaki się rozdzielają - na wprost
biegnie szlak w dół do Doliny Hlińskiej, a nasz szlak, w prawo. Z przełęczy według
drogowskazu mamy czterdzieści pięć minut. Znając mnie, może zająć trochę więcej. Jeszcze chwila odpoczynku i
ruszamy. Na początku idziemy łagodnym zboczem, które zaczyna się lekko wznosić
wśród kamieni i głazów.
Zbocze czasem żyje własnym życiem, trzeba uważać by nie
zrzucić jakiegoś kamienia.
Przed szczytem robi się jeszcze stromiej,
ale bez przesady, bez problemu da się
przejść. Jesteśmy chyba jedni z
ostatnich osób zmierzający na szczyt.
Około szesnastej trzydzieści stajemy na
szczycie. Kôprovský štít 2363 m
n.p.m.
W końcu zdobyty. Udało się w końcu zdobyć szczyt, który od jakiegoś
czasu płatał mi figle, zawsze nie brak było odpowiedniej pogody, to chmury,
to mgła, a chciałem go zdobyć przy pięknych warunkach. Dlaczego?
Ze szczytu
Koprowego Wierchu widać „wszystko”. Jest i Osterwa, i Szatan, a do tego Szczyrbski
Szczyt, charakterystyczny „nos” Krywania, Tomanowy Wierch, Kominiarski Wierch,
Czerwone Wierchy, Giewont, Świnica, Zawrat, Szpiglasowy Wierch, Kozi Wierch,
Orla Baszta i Granaty, Mięguszowiecki Szczyt Wielki i Przełęcz pod Chłopkiem,
Rysy, Gerlach...
i wiele innych szczytów.
Można powiedzieć: sami znajomi!
Jeśli chodzi o jego
historię, to nie wiadomo, kiedy dokładnie Koprowy Wierch został zdobyty po raz
pierwszy, wiadomo natomiast, że przyległe mu tereny odwiedzali koziarze – i to
prawdopodobnie któryś z nich na jego wierzchołek wszedł jako pierwszy.
Na szczycie siedzimy długo, aż do
dwudziestej, robiąc zdjęcia i czekając na zachód.
W końcu słonko idzie spać,
a my ruszamy w drogę powrotną. Po
dwudziestu minutach dochodzimy do przełęczy. Schodzimy dalej. Robi się coraz
ciemniej. Za naszymi plecami ukazuje się nasz strażnik, Kamzik. Mam wrażenie, że
nas śledzi. Po dwudziestej pierwszej dochodzimy do Stawu Hińczowego. Znajdujemy
sobie kolibę. Dziś śpimy w hotelu miliona gwiazd… Noc przebiega spokojnie,
przeżycie niesamowite, nie do opisania… Pobudka
po piątej. Nie chce się wstawać, ale trzeba się zbierać .
Nadciągają ciemne
chmury i po dłuższej chwili zaczyna kropić . Ruszamy… Koprowy żegna nas ulewnym deszczem, ale byliśmy przygotowani
na taką ewentualność.
Przed ósmą docieramy do schroniska, spotykając znów naszych
znajomych, zdobywców wczorajszego Ganka. W
schronisku jemy śniadanie i dowiadujemy się o wczorajszym wypadku. Zginął
Wojciech Czarny. Polski sportowiec, znany w środowisku górskim.
2,5 miesiąca
temu ustanowił nowy rekord przebiegnięcia Głównej Grani Tatr…
Przyczyną wypadku był najpewniej obryw
skalny. Pozostaje już tylko powrót na parking do auta, jedziemy do Nákupné Tatry... na małe zakupy. Znajdujemy
jeszcze nocleg… Pomysł by ruszyć o pierwszej
na Łomnicę, upadł, bo nie było mocy, nawet budzik nie miał takiej mocy by nas obudzić, a pogoda się popsuła. Może innym razem. Ja niestety muszę wracać do
domu. Za dwa dni wyjeżdżam na wyprawę rowerową… trzeba się spakować i przygotować się psychicznie, bo sam
nie wiem co mnie czeka…
Więcej zdjęć
Więcej zdjęć


Komentarze
Prześlij komentarz