Kežmarský štít 2558 m n.p.m.

Nie chciało zebrać się z łóżka, a co dopiero wstać. Jakoś przed dziesiątą udało się wyruszyć. Jedziemy do Tatrzańskiej Łomnicy, parkujemy auto w pobliżu dolnej stacji kolejki na Łomnicki szczyt. Postanawiamy, że wjedziemy kolejką na Łomnicki Staw, wtedy zaoszczędzimy trochę czasu. Kupujemy bilety i praktycznie od razu udajemy się do kolejki. W ciągu parunastu minut wjeżdżamy kolejką  na  
 Skalnaté pleso 1751 m n.p.m.


Nad Łomnickim stawem chwila relaksu. Pijemy bardzo dobrą czekoladę na gorąco z bitą śmietaną. Z pazerności wypiłbym jeszcze jedną, ale trzeba iść. Po jedenastej ruszamy. Wchodzimy na czerwony szlak w kierunku Rakuskiej Czuby, po  około piętnastu minutach odbijamy ze szlaku w lewo.
Teraz droga prowadzi poza szlakiem, przez olbrzymie rumowisko skalne ruszających się kamieni. 


Czasami napotykamy kopczyki, jest to znak, że dobrze idziemy. Kierujemy się na  Huncovský štít. Powoli nabieramy wysokości, za plecami rozpościera się widok na Łomnicki Staw, a w dalekim horyzoncie widać Poprad i inne małe miasta, o ile nie zasłaniają  je chmury. Po drodze mijamy ciekawą  formację skalną, od  razu skojarzyła mi się z głową  Transformersa


Przed czternastą docieramy pod Huncovský štít. Ściągamy plecaki i udajemy się na szczyt, od którego dzieli nas dosłownie chwila.
Osiągamy 2352m n.p.m. Huncovský štít jest najdalej wysuniętym na wschód wysokim szczytem tatrzańskim. Z tego miejsca rozpościerają się piękne widoki na przykład na Tatry Bielskie. My robimy zdjęcie w kierunku  Łomnicy i naszego dzisiejszego celu.


Góra ma dwa prawie jednakowej wysokości wierzchołki, rozdzielone przez Huncowską Szczerbinę (Huncovská štrbina).
Schodzimy niżej i robimy przerwę… Widzę drogę, którą mamy do pokonania, dosłownie, wielka, ogromna ściana, porośnięta kamieniami… Głazami. Robi to na mnie duże wrażenie… Bardziej przerażenie. Nawet dostrzegam dwie małe kropki… To ludzie, którzy schodzą. No nic… Pora ruszać  w  kierunku naszego celu… 


Podchodząc pod ścianę jest nieco lepiej, niż to co widać z daleka. Strach ma wielkie oczy, droga nie jest trudna, wręcz banalna. 


Perspektywa ściany zrobiła swoje. Trasa jest naprawdę ciekawa i urozmaicona.
Po drodze mijamy kilka małych kulminacji i przełęczy (Mała Kieżmarska Czubka, Niżni Kieżmarski Przechód, Kieżmarska Czuba) i w końcu dochodzimy do Kieżmarskiej Przełęczy Wyżnej. Z Przełęczy kusząco prezentuje się Mały Kieżmarski Szczyt, który jest po prawej stronie, ale my kierujemy się w lewo na nasz cel, a jak czasu wystarczy to wtedy wejdziemy. Z przełęczy mamy dosłownie chwilę. Jeszcze przejście nad przepaścią i  o wpół do piątej  zdobywamy Kežmarský štít 2558 m n.p.m.   


Jest to najwyższy szczyt jaki do tej pory został zdobyty w mojej karierze. Widoki ze szczytu… Od dłuższego czasu towarzyszą nam chmury, co prawda nie zasłaniają wszystkiego, a nawet dość spektakularnie wyglądają. 


Ukazuje się przepiękne widmo Brockenu.  


Na zdjęciu nie ma takiego efektu, ale było niesamowite. Chyba najpiękniejsze jakie do tej pory miałem. Na szczycie jest metalowa skrzynka, gdzie można uwiecznić wejście. Zostawić swój ślad, lecz niestety nie ma żadnego długopisu. Na całe szczęście nam coś na czarną godzinę… Naklejki. 


 W między czasie nagrywa się timelapse z  Łomnicą w tle, 


a my robimy zdjęcia i napawamy się rozległymi widokami na wschodnią część Wysokich Tatr, Tatry Bielskie oraz malownicze wioski usytuowane pod szczytem, Łomnicę i grań Wideł…
Nazwa szczytu pochodzi od spiskiego miasta Kieżmark. Dawniej nazywano go też Huncowskim Szczytem. Kieżmarski Szczyt był jednym z pierwszych wysokich szczytów tatrzańskich, na który wchodzono. Pierwsze wejścia nie są dokładnie odnotowane. Wiadomo, że szczyt był odwiedzany już na początku XVII wieku.
Niestety trzeba się zbierać. Jest już po siedemnastej. Na Mały Kieźmarski nie  idziemy. Zejście idzie dość sprawnie. Po godzinie docieramy pod ściany Huncowskiego i stamtąd  kierunek - Huncovská kotlina. Zaczyna robić się szaro. Postanawiamy zejść jak najniżej w bezpieczny teren i zrobić przerwę…


W końcu dopada nas ciemność i teraz to czołówki  oświetlają nam drogę. Musimy trafić na czerwony szlak i uważać by go nie przeoczyć. Ze szlaku już praktycznie prosta droga na Łomnicki Staw, na który   dochodzimy przed dwudziesta pierwszą. Robimy kolejną przerwę.
Nie ma żywej duszy jesteśmy sami, a z daleka widać dwa światła, ktoś schodzi z okolic Łomnicy. Ruszamy dalej prosto do auta, około północy jesteśmy na parkingu …


Więcej zdjęć

 

Komentarze

Popularne posty