Kriváň 2 494 m n.p.m.
A może by tak na Krywań pojechać? Warunki w
Tatrach przejściowe, nie wiadomo czego się spodziewać, więc postawiłem na coś łatwiejszego. Co prawda chciałem robić Krywań
zimą, ale będzie jeszcze okazja.
Przed północą docieram na parking Býv. Važecká ch. (1180 m). Ciężko mi
się jechało, zmęczenie wzięło górę. Dałem ogrzewanie na full i przysnąłem. Nie
wiem ile auto chodziło, ale w środku było jak w saunie. Wyłączyłem wszystko...
A jeszcze pięć minut... Budzę się po drugiej i chwilę później ruszam na szlak.
Według drogowskazu mam cztery godziny na szczyt, marne szanse bym zdążył na
wschód na szczycie, ale zobaczymy... Po paru minutach docieram na Tri studničky (1140 m). Tu skręcam na zielony szlak. Na początku szlak
zaczyna znacznie się piąć w górę i
wiedzie zalesionym i porośniętym kosodrzewiną grzbietem.
Zimno, ciemno dookoła, tylko czołówka
oświetla drogę. W oddali, czasem bardzo blisko słychać wycie niezaspokojonych
Jeleni. Kiedyś brałem to za odgłosy niedźwiedzi… Czasem też coś ruszało się w
krzakach, oj byłoby wtedy gorąco. Droga jakoś przemija, nawet nie jest ciężko, idę
powoli swoim tempem, bez zbędnego pospiechu. Zastanawiam się, gdzie ten śnieg,
o którym tak ostatnio było głośno. W
końcu pojawiają się małe pałacie śniegu. Około szóstej docieram na Krivánsky
žľab (2130 m).
Przerwa, robię parę zdjęć. Na niebie pojawiają się już
niesamowite kolory.
Na wschód na szczycie już wiem, że nie zdążę. Przede mną jeszcze ponad godzina drogi. Ruszam,
przyspieszam, chcę z jak najwyższej wysokości zobaczyć wschód słońca. Nie dam rady… Przed Małym Krywaniem staję. Robię
przerwę obserwując wschód słońca, ale Grań Solisk mi zasłania. Słonko w końcu
wychodzi,
okrywa wszystko swoimi promieniami.
Może innym razem uda się zdążyć na wschód. Za późno wyruszyłem…
Idę dalej, teraz znacznie wolniej, co jakiś czas robię krótkie przerwy, do
szczytu coraz bliżej.
Około ósmej staję na szczycie…
Kriváň
2 494 m n.p.m. Jest to Mój 7 z 14 szczyt
WKT.
Jest
to góra bardzo wyjątkowa i ma ogromne znaczenie dla Słowaków. Dlaczego?
16 sierpnia 1841 na szczyt ten
zorganizowane zostało wejście działaczy odrodzenia narodowego, które
zapoczątkowało tzw. národné výlety. Od tamtego czasu, w okolicy
16 sierpnia Słowacy rok rocznie zdobywają Krywań.
Krywań od 1935 jest narodową górą Słowaków.
Szczyt został umieszczony także w hymnie Słowacji, w herbie Słowackiej
Republiki Socjalistycznej (wieczny ogień na tle góry), a od 1 stycznia 2009 r.
znajduje się na słowackich monetach o nominale 1, 2 i 5 eurocentów. Szczyt
występuje często w kulturze ludowej Liptowa i Podhala.
Krywań ma charakterystyczny, zakrzywiony
wierzchołek, od którego wziął swoją nazwę (nadal spotykana jest wśród starszych
górali wymowa „Krzywań”).
Krywań aż do 1793 rok uważany był za
najwyższy szczyt Tatr. Pierwsze wejścia
miały miejsce już w 1761 i 1770 roku, ale nieznane są nazwiska zdobywców.
Najprawdopodobniej były to osoby związane z wydobyciem złota lub antymonitu,
których kopalnie istniały na zboczach Krywania już w XV wieku.
A czemu wierzchołek jest krzywy?
Słowacka
legenda mówi:
„Po
stworzeniu świata Pan Bóg wezwał do siebie najsprytniejszego anioła i polecił
mu, by rozrzucił po świecie worek atrakcji przyrodniczych. Anioł, spełniając
polecenie Boga, upiększał krainę po krainie, aż przyleciał nad tatrzańskie
szczyty. Nie docenił jednak ich wysokości i podczas lotu zaczepił skrzydłem o
jeden z nich. Worek napełniony atrakcjami rozerwał się i pod skaliste szczyty
wysypały się przepiękne bystrzyce, jeziora, polany, łąki i lasy. Po dolinach
rozbiegły się jelenie, kozice, świstaki, niedźwiedzie i wiele innych zwierząt.
A szczyt, który znalazł się na drodze nieuważnego anioła, lekko się skrzywił.”
Panorama jest bardzo rozległa, szczyt ten
ma też największą w całych Tatrach wysokość względną nad położona pod nim
doliną (Dolina Koprowa leży 1300 m niżej),
widać całe zachodnie, Czerwone Wierchy, Kasprowy Wierch, Świnica, Orla,
Szpiglas, Łomnica, Durny, Lodowy, Grań
Baszt, Solisk i wiele innych szczytów.
Na szczycie spędzam aż cztery godziny.
Nigdy na żadnej górze nie spędziłem tyle
czasu. Pogoda petarda, ani jednej chmurki. Mimo, że jest na minusie to słonko
robi swoje.
Po dwunastej zaczynam schodzić, ludzi nawet
sporo i jeszcze wchodzą. Docieram na Krivánsky žľab, a stąd kieruje się
niebieskim szlakiem na Jamské pl. (1450 m), który strasznie mi się duży,
a potem
czerwonym na Býv. Važeckách.
Po siedemnastej docieram na parking.








Komentarze
Prześlij komentarz