Satan 2421 m n.p.m.


Oj, jak dawno nie byłem w Taterkach, aż mnie złość bierze jak  widzę na portalach zdjęcia  z Tatr.
Urlop już dawno się skończył. Dwa ostatnie weekendy nudne, nawet  nie  wiem  dlaczego  nigdzie nie byłem.  Pogoda?
Wyjeżdżam  z domu po północy,  jadę jeszcze po Wiolę i kierunek Strbske Pleso.
Po czwartej docieramy na parking.
W samochodzie jeszcze chwila drzemki, która przeciąga się do szóstej.
Zbieramy się i w końcu wpół do siódmej ruszamy 


 w kierunku Doliny Mlynickiej, gdzie żółty szlak prowadzi na Bystrą Ławkę. Godzinę później docieramy pod wodospad Nad Skokom. 


Robimy krótki postój, po czym zaczynamy wspinać się na taras Doliny Młynickiej.
Po kolejnych paruset metrach dochodzimy w pobliże znajdującego się po prawej stronie Niżnego Koziego stawu i tu opuszczamy szlak.


Ścieżka jest nadzwyczaj łatwa. Na początku prowadzi po trawkach, później zamienia się w rumowisko skalne, a następnie w kruchy złomiasty teren.
Idziemy wzdłuż ściany, lekko nabierając wysokości, trawersując „Diablowine”
Dochodzimy do źlebu, tu już zaczyna się stromo, ale nie ma tragedii.
Przed  trzynastą zdobywamy Szatana… 

 
Satan 2421m. m.n.p.m.
Jeden z wybitnych szczytów w Tatrach Wysokich (Słowacja), stanowiący najwyższe wzniesienie w Grani Baszt, będącej odgałęzieniem długiej grani bocznej, biegnącej od Cubryny aż po Krywań. Leży w środkowym odcinku grani, między Szatanią Przełęczą (która oddziela go od Piekielnikowej Turni), a Przełęczą nad Czerwonym Żlebem (odgraniczającej go od Pośredniej Baszty). Góruje nad dolinami: Mięguszowiecką – od wschodu i 


Młynicką – od zachodu.


Posiada dwa wierzchołki (północny i południowy), mniej więcej równej wysokości.
W tej części Grani Baszt występuje duże nasycenie „szatańskiego” nazewnictwa. Nazwa Szatan związana jest z legendami, według których w noc świętojańską na wierzchołek zlatują się diabły, a w Szatanim Żlebie zły duch strzeże cennych kruszców, a na śmiałków próbujących je zdobyć strąca kamienie.
Istotnie w XVIII wieku pojawiali się w tej okolicy poszukiwacze skarbów. Nazwę szczytu podawał Jakob Buchholtz już w 1751.
Na szczycie pozostajemy ponad godzinę, robiąc przeróżne zdjęcia i nawet nagrywamy film z podkładem muzycznym.   


Nadciągają ciemne chmury. Zaczyna kropić… Schodzimy. Deszcz pada coraz bardziej, skały robią się mokre i śliskie. Trzeba skupić się na drodze, by bezpiecznie zejść. Jak zawsze zejście idzie mi lepiej niż wejście. Deszcz odpuszcza dopiero w okolicy Wodospadu, ale i tak jesteśmy prawie cali mokrzy.
Na parking docieramy przed siedemnastą.  Co teraz robić? Jeden telefon i  mamy nocleg.  Jeszcze tylko szybki wypad na Nákupné Tatry, a potem kierunek Nová Lesná. A co jutro?  Plany są, a  co z tego wyjdzie okaże się rano.





Komentarze

Popularne posty