Босна и Херцеговина – Polska
Już w Gliwicach.
Pozostało tylko powspominać.
Urlop niestety się skończył, wydawałoby się, że trochę za krótki, ale ile by nie trwał to i tak zawsze za mało.
Podsumowując całą wyprawę:
Rower spisał się bardzo dobrze, bez żadnej awarii, zwłaszcza, że dostał spory wycisk na zjazdach…
Przejechałem 332,87 kilometry w większości w terenie (trzeba odjąć około piętnastu kilometrów, które przejechaliśmy autobusem, bo nie wyłączyłem GPS-u). Około trzydziestu godzin samej jazdy, dodać tu trzeba, że czasem prowadziło się rower, do tego przerwy… Średnia prędkość to 11,04 km/h.
Suma podjazdów 7791 metrów, trochę zabrakło by „wjechać” na Mont Everest.
Na początku byłem tym wszystkim przerażony, nie wiedziałem czy dam radę, nie powiem chwilami było ciężko. Ale jakoś dawało się radę, najważniejsze, że ekipa się zgrała.
Czarnogóra oczarowała mnie swym pięknem. Widoki rozciągające się dookoła niezapomniane, dzikie wynurzające się z wody, strzelając wysoko w niebo góry porośnięte gęstym lasem niedostępne dla zwykłych turystów, cudowni i bardzo pomocni ludzie. Można być mile zaskoczonym pozytywnym podejściem i kulturą ludzi tego kraju.
Teraz mniej kolorowo, ale nie czarno–biało.
Co do organizatora Cyklotrampa... Jak wspominałem podczas relacji... Pisząc krótko…
Popracowałbym nad lepszym podejściem do ludzi (klienta) i organizacją całej imprezy.
Czasami miałem wrażenie, że to był jakiś rajd. Wyścig z czasem. Kto lepszy, kto szybszy. Reszta się nie liczy. Przytoczę przykład i nie piszę tego dlatego, że byłem całkiem z tyłu, praktycznie zawsze.Jestem człowiekiem, który zawsze sobie poradzi. Nie raz sam organizowałem swoje wyprawy. Nasuwa się pytanie, co by się stało gdyby ktoś się zgubił, lub uległ wypadkowi podczas zjazdu?, a za nim nikogo by już nie było? Niech sobie sam radzi? Chyba nie o to chodzi w zorganizowanej wyprawie. Może się czepiam, ale pisze to co mi się bardzo nie podobało. Pozostawiam to Wam.
Reszta?
Urlop niestety się skończył, wydawałoby się, że trochę za krótki, ale ile by nie trwał to i tak zawsze za mało.
Podsumowując całą wyprawę:
Rower spisał się bardzo dobrze, bez żadnej awarii, zwłaszcza, że dostał spory wycisk na zjazdach…
Przejechałem 332,87 kilometry w większości w terenie (trzeba odjąć około piętnastu kilometrów, które przejechaliśmy autobusem, bo nie wyłączyłem GPS-u). Około trzydziestu godzin samej jazdy, dodać tu trzeba, że czasem prowadziło się rower, do tego przerwy… Średnia prędkość to 11,04 km/h.
Suma podjazdów 7791 metrów, trochę zabrakło by „wjechać” na Mont Everest.
Na początku byłem tym wszystkim przerażony, nie wiedziałem czy dam radę, nie powiem chwilami było ciężko. Ale jakoś dawało się radę, najważniejsze, że ekipa się zgrała.
Czarnogóra oczarowała mnie swym pięknem. Widoki rozciągające się dookoła niezapomniane, dzikie wynurzające się z wody, strzelając wysoko w niebo góry porośnięte gęstym lasem niedostępne dla zwykłych turystów, cudowni i bardzo pomocni ludzie. Można być mile zaskoczonym pozytywnym podejściem i kulturą ludzi tego kraju.
Teraz mniej kolorowo, ale nie czarno–biało.
Co do organizatora Cyklotrampa... Jak wspominałem podczas relacji... Pisząc krótko…
Popracowałbym nad lepszym podejściem do ludzi (klienta) i organizacją całej imprezy.
Czasami miałem wrażenie, że to był jakiś rajd. Wyścig z czasem. Kto lepszy, kto szybszy. Reszta się nie liczy. Przytoczę przykład i nie piszę tego dlatego, że byłem całkiem z tyłu, praktycznie zawsze.Jestem człowiekiem, który zawsze sobie poradzi. Nie raz sam organizowałem swoje wyprawy. Nasuwa się pytanie, co by się stało gdyby ktoś się zgubił, lub uległ wypadkowi podczas zjazdu?, a za nim nikogo by już nie było? Niech sobie sam radzi? Chyba nie o to chodzi w zorganizowanej wyprawie. Może się czepiam, ale pisze to co mi się bardzo nie podobało. Pozostawiam to Wam.
Reszta?
Miejsca noclegowe
super, najfajniejsze było w Vranjaku.
Niesamowite miejsce. Reszta miejsc też bez zastrzeżeń, nawet to w Žabljaku.
Trasa?
Trasy super, mino, że dwie były długie i wyczerpujące. Ogólnie rewelacyjne. Jednak moim zdaniem można było zrobić dwa dni jazdy w kanionie Privy. Są tam dość ciekawe trasy. No i niezapomniany rafting pontonem po Tarze w najgłębszym kanionie Europy.
Trasy super, mino, że dwie były długie i wyczerpujące. Ogólnie rewelacyjne. Jednak moim zdaniem można było zrobić dwa dni jazdy w kanionie Privy. Są tam dość ciekawe trasy. No i niezapomniany rafting pontonem po Tarze w najgłębszym kanionie Europy.
Do Czarnogóry na
pewno wrócę, szczególnie do Kanionu Privy, zrobić inne trasy. Tylko nie wiem
czy życia starczy.
Na koniec pozdrawiam całą grupę, która była świetna, a szczególności Agatę, Gosię, Kasię i Marcelinę, no i Tomka. Jazda z Wami była niesamowitą przyjemnością. No i te przygody… Uważam, że najlepsza zabawa jest na tyłach.
Na koniec pozdrawiam całą grupę, która była świetna, a szczególności Agatę, Gosię, Kasię i Marcelinę, no i Tomka. Jazda z Wami była niesamowitą przyjemnością. No i te przygody… Uważam, że najlepsza zabawa jest na tyłach.


Równiez pozdrawiam:) Dzieki za relację, miło jest wracać wspomnieniami do urlopu w Czarnogórze! Wszystkim niezdecydowanym co do kierunku swoich wakacji, z całego serca polecam Montenegro! To miejsce, za którym się tęskni.
OdpowiedzUsuńHej, polecam wyjazdy z 80 Rowerów. Jestem po dwóch i kursie instruktorskim. Wszystko na medal. A poza tym, ciekawa relacja! Pozdrawiam, Aga
OdpowiedzUsuń