Cała naprzód

    Z Dolomitów wróciliśmy dość późno, więc na następny dzień trochę leniuchowaliśmy, ale niedługo. Korzystając z przepięknej pogody wybieramy się na kajaki. Na plaży w Torboole wypożyczamy sprzęt. Zakładamy kamizelki i po chwili ruszamy, a bardziej wiosłujemy. 

    Na początku wychodzi nam to opornie, ale po chwili łapiemy synchron i równo wiosłujemy. Od razu obieramy kierunek jak najdalej od brzegu kierując się w stronę Limone. 

    Taki był pomysł, ale mało realny. Niestety dystans okazał się za daleki. Bardzo ważnym czynnikiem przy żegludze po jeziorze Garda jest uwzględnienie wiatru. W rzeczywistości wieją tam dwa wiatry Peler i Ora. Peler wieje z północy jest dość silny i pojawia się głównie rano i wieje do południa. Wiatr nam sprzyja, dlatego zużywamy mniej energii do wiosłowania. Po niecałej godzinie docieramy do starego portu Ponale niegdyś ważnego węzła handlowego i komunikacyjnego między doliną Ledro, a obszarem Garda. Nagle zauważamy kilka kajaków, które nie wiadomo w jaki sposób wypłynęły z wnętrza skał. Zaciekawieni podpływamy w tamtą stronę. W oddali słychać szum wody, znajdujemy się coraz bliżej i naszym oczom ukazuje się wodospad. Cascata del Ponale znajduje się w wąwozie między stromymi górami, które zanurzają się w wodach Gardy. Aby do niego dotrzeć istnieje tylko jedna droga, a mianowicie droga wodna.

    Wodospad Ponale jest ukryty w małym mało zauważalnym wąwozie i jest jednym z najdzikszych i najmniej uczęszczanych miejsc w Trentino. Nam udało się go odnaleźć przez zupełny przypadek.  Jest to niesamowite przeżycie kiedy z głębokiego lustra wody po którym są w stanie pływać statki nagle wpływa się na płyciznę w której woda sięga tylko do kolan. Można w tym miejscu wyjść z kajaka do krystalicznie czystej wody, powygłupiać się, swobodnie zrobić zdjęcie.

    Była to dla nas zupełnie nieoczekiwana niespodzianka, która uatrakcyjniła nasze zwiedzanie jeziora. W końcu nie każdy miał okazję by zobaczyć ten niecodzienny widok. Większość ludzi pokonuje to miejsce drogą lądową nawet nie mając świadomości, że pod wykutą w skale drogą znajduje się ukryty wodospad. My też pierwotnie o tym nie wiedzieliśmy. Dopiero perspektywa od strony wody ukazał nam ten widok.

        Drogę powrotną postanawiamy obrać wzdłuż skalistego klifu w kierunku Riva del Garda. 

        W związku  z tym, że dalej wieje Peler powrót jest już cięższy. Mamy wrażenie jakbyśmy płynęli pod górę. Ale nie poddajemy się tak łatwo. W dobrych nastrojach docieramy do brzegu Rivy. Zmiana sternika i płyniemy do portu macierzystego. Wiatr i fale robią nastrój. Musimy teraz użyć więcej siły. Wbijamy się w duże fale, taki rafting kajakowy. Woda chlapie z prawej z lewej. A co tam i tak już jesteśmy cali mokrzy. Zaraz i tak wysuszymy się na plaży. W końcu dobijamy do portu. Oddajemy kajak i wracamy, aby powygrzewać się na plaży. 

        To nasz  pierwszy dzień od przyjazdu w którym możemy w końcu wskoczyć do wody i skorzystać z promieni słonecznych. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Jutro nasz ostatni dzień w Torbole więc ten wieczór postanawiamy spędzić jeszcze na spacerze wzdłuż brzegu jeziora.

 

Ciąg dalszy - Południe

 

Komentarze

Popularne posty