Półwysep
Pozostały ostatnie chwile we Włoszech. Jak już wspomniałem, dopadły nas wielkie upały, w cieniu było ponad 40 stopni.
Tymczasem jesteśmy w Sirmione. Postanawiamy bardziej poznać okolice. Jak wcześniej wspomniałem, pierwsze wrażenie nie jest najlepsze. Choć miasto położone jest w wyjątkowej lokalizacji, czyli na wąskim półwyspie, który wbija się w jezioro na prawie cztery kilometry, to ogrom turystów którzy odwiedzają to miejsce powoduje zniechęcenie na samym starcie zwiedzania. Bramą do historycznej części Sirmione jest, Castello Scaligero, czyli zamek Scaligerich.
Tuż przed wejściem do miasta stoi zielona budka obwieszona cedrem, nazywanym także cedratem, cytronem lub etrogiem. Nie sposób jej nie zauważyć!
Można się
napić lemionady ze świeżo wyciskanych cytryn. Taki napój jest niezastąpiony podczas upałów. Daje wspaniałe
orzeźwienie!
Kierujemy się w stronę mostu zwodzonego, który rozdziela cypel od lądu. Castello Scaligero to fortyfikacja zbudowana w II połowie XIV wieku na wodach jeziora Garda. Inna nazwa zamku, Rocca Scaligera, pochodzi od inicjatorów jego powstania – rodziny della Scala z Werony. W zamierzeniach i projektach Cansignorio i Antonia II della Scali budowla miała stać się posterunkiem obronnym dla całego terytorium Werony i okolic, gdzie ród ten władał w latach 1259–1387. Fortyfikacja straciła jednak na znaczeniu na rzecz twierdzy Peschiera i była wykorzystywana jako magazyn i koszary, aż do remontu przeprowadzonego w 1919 roku, kiedy to przywrócono jej obecny wygląd.
Pierwszą rzeczą, która zwraca uwagę, jest położenie zamku. Zaciekawieni wchodzimy do środka. Budowla jest w rzeczywistości całkowicie otoczona wodami jeziora Garda. Po jednej z jej stron zbudowano dok, który niegdyś stanowił schronienie floty Scaligera.
Główne mury i wieże charakteryzują się typowymi dla budowli Scaligerów blankami w kształcie jaskółczych ogonów. Za trzema basztami wyłania się imponujący donżon, który osiąga wysokość 47 metrów.
Przez drzwi wyposażone w skuteczne systemy zamykania wchodzi się do dużego ganku, wewnątrz którego znajdują się schody prowadzące na most zwodzony.
Po dotarciu do wnętrza zamku można przejść się po chodnikach patrolowych murów, stamtąd również można podziwiać dok w całej okazałości.
Jak każdy zamek, tak i ten posiada swoją legendę. Stworzona przez nią aura tajemniczości widzi imponującą strukturę Scaligera jako protagonistę. Bohaterami tej opowieści jest dwoje młodych kochanków, którzy mieszkali w zamku: Ebengardo i jego ukochana Arice. Prowadzili spokojne życie, aż do chwili, kiedy podczas nocnej burzy do ich drzwi zapukał wenecki rycerz Elaberto. Gospodarze udzielili mu schronienia. Gościa oczarowało piękno Arice i postanowił nocą udać się do jej pokoju. Kiedy jednak dziewczyna zaczęła krzyczeć ze strachu, dźgnął ją. Ebengardo, zaniepokojony płaczem ukochanej, przybiegł do sypialni. Niestety, ciało Arice było już martwe. Uzbrojony w sztylet, w przypływie gniewu zabił weneckiego rycerza. Legenda głosi, że nawet dzisiaj w burzowe noce można zobaczyć duszę Ebengardo wędrującą po zamku w poszukiwaniu ukochanej.
My tymczasem wychodzimy z fortecy i kierujemy się na koniec cypla. Przeciskamy się wraz z tłumem przez labirynt uliczek. Po drodze zatrzymujemy się na lody. W co drugim lokalu znajduję się lodziarnia, która kusi mnóstwem różnorodności smaków. Nie sposób się im oprzeć. Na taki upał świetna sprawa! Ale niestety lody szybciej się topią niż zdąży się je zjeść.
Docieramy na koniec półwyspu, gdzie zachowały się pozostałości jednej z głównych rzymski willi w północnych Włoszech – Grotte di Catullo, czyli Groty Katullusa. Spacer po nich to jak skok w przeszłość.
Czas uruchomić wyobraźnię, wrócić do czasów Cesarstwa Rzymskiego, gdy Rzymianie wpadali tu, żeby uciec od zgiełku miasta. Ta niesamowita willa miała należeć do Katullusa (84–54 p.n.e.), słynnego rzymskiego poety, który pochodził z pobliskiej Werony i napisał wersety poświęcone Sirmione. Fakty historyczne jednak temu przeczą: w rzeczywistości willa została zbudowana po jego śmierci. Przypuszcza się, że budynek należał do rodziny arystokratycznej gens Valeria z Werony. W II wieku p.n.e. willa była prawdopodobnie własnością Caio Erennio Ceciliano, kwestora Galii Narbońskiej, członka rzymskiego senatu i patrona Werony. Określenie tego miejsca jako grot narodziło się w XV wieku, gdy ludzie zamienili pokryte roślinnością ruiny budowli na naturalne jaskinie.
Dziś to tylko pozostałości archeologiczne. Wokół nich roztacza się zabytkowy gaj oliwny, składający się z około 1500 roślin należących do tradycyjnych odmian uprawianych nad jeziorem Garda (Casaliva, Gargnà, Leccino). Wśród nich znajdują się kilkusetletnie okazy. Najstarszy, którego wiek szacuje się na 400–500 lat, mógł być w marcu 1514 roku niemym świadkiem wizyty, jaką złożyła w willi żona Markiza Mantui Francesco Gonzagi – Isabella d'Este, gromadząca wokół siebie wielu czołowych artystów oraz pisarzy renesansowych. Dzięki trosce, jaką otoczono gaj oliwny w ostatnich latach, udało się przywrócić w nim produkcję oliwek, z których pozyskiwana jest wysokiej jakości oliwa z pierwszego tłoczenia.













Komentarze
Prześlij komentarz