Z widokiem na jezioro
Faktycznie prognozy nie kłamały. Zapowiada się piękna słoneczna pogoda więc trzeba to wykorzystać. Z samego rana wyruszamy na Monte Baldo. Ten szczyt można zdobyć na wiele sposobów. Najszybszym rozwiązaniem jest kolejka linowa z Malcesine. Istnieje też możliwość wjazdu rowerem, ale to długa wyprawa i męczące podjazdy. Można też wybrać jeden z kilku pieszych szlaków. Jest również jeszcze jedna opcja z której my skorzystaliśmy, a mianowicie można wjechać samochodem na najwyżej położony parking parcheggio utile per sentiero del Ventrar. Prowadzi tam kręta i czasem bardzo wąska droga, która może być nieco stresująca dla niedoświadczonych kierowców, bo chwilami nie ma możliwości by się tam wyminąć. Parking pomieści kilkanaście aut, ale warto przyjechać tu wcześnie rano by zagwarantować sobie miejsce. Po dotarciu na wspomniany parking okazuje się, że jesteśmy tu pierwsi. Zostawiamy auto i ruszamy pieszo w stronę szczytu.
Po chwili asfalt zmienia się z łagodnego podejścia w żwirową drogę. Prawie całą trasę towarzyszą nam alpejskie krowy, które wypasane są na zboczach Monte Baldo. Każda jest okolczykowana, a na kolczyku napisane jest jej imię.
Są bardzo łagodne i oswojone z człowiekiem. Ani trochę nie były poruszone naszą obecnością. Wręcz przeciwnie same podchodziły by się przywitać.
Pomału docieramy do górnej stacji kolejki na Monte Baldo. Droga z parkingu powinna zająć około trzydziestu minut, ale z tego powodu, że trzeba było się przywitać z każdą napotkaną krową, automatycznie nam się wydłużyła. Na górze można wybrać jedną z dwóch opcji. Kierując się w lewo można odbyć dalszy treking po masywie Monte Baldo lub w prawo iść na płaskowyż i pójść w kierunku punktu widokowego. My od razu udajemy się w prawo. Znajdujemy ustronne miejsce z dala od natłoku turystów, z widokiem na Jezioro Garda.
Trzeba tu wspomnieć, że Monte Baldo to najwyższy i największy masyw górski w rejonie Jeziora Garda, który rozciąga się wzdłuż wschodniego wybrzeża. Masyw ten to ponad czterdzieści kilometrów długości, a najwyższy szczyt to Valdritta 2218 m n.p.m. Kusiło nas by go zdobyć, ale trzeba było oszczędzać siły na kolejny dzień, ponieważ plan na jutro jest bardzo ambitny i szkoda gdyby nie udało się go zrealizować z powodu braku mocy. Tymczasem odpoczywamy sobie w niezwykle urokliwym miejscu.
Gdzie okiem nie sięgnąć roztaczają się przepiękne
widoki niemal na całe jezioro Garda. Dokoła pasą się owce.
Są ich dziesiątki, a nawet setki. Jest to bardzo pokaźne stado. Gdzieś w oddali przesiaduje pasterz niespiesznie obserwując swoich psich pomocników rasy Border Collie, które niczym z filmu „Babe - świnka z klasą” doskonale dogadują się ze swoimi owczymi braćmi.
To jedno z tych miejsc w którym można siedzieć, patrzeć w dal i nigdy
ten widok się nie znudzi. Spędzamy tam dość sporo czasu.
Po czym niespiesznie udajemy się na drugi punkt widokowy.
Widać tu północny kraniec jeziora z miastami Riva del Garda i Torbole, oraz alpejskie szczyty o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia, gdy podziwialiśmy krajobraz z perspektywy plaży w Torbole.
Teraz widać jak na dłoni jaki ogrom gór jest nieopodal nas. Ten widok zawdzięczamy również warunkom atmosferycznym, które panowały tego dnia. Przejrzystość powietrza była bardzo duża. Mówiąc w górskim żargonie był niezły ,,warun”. Po zrobieniu kilku zdjęć pomału wracamy w stronę schroniska. Nagle słyszymy odgłosy świstaków. Wszak to niecodzienna możliwość, aby zobaczyć to zwierzątko na żywo w jego naturalnym środowisku. Niestety zanim doszliśmy do skałek, gdzie przesiadywały owe zwierzaki to zdążyły nas już zauważyć i się pochowały. Postanawiamy tutaj również przysiąść na chwilę i zaczekać na te futerkowe stworzonka. Czekanie się opłaca, gdyż po dłuższej chwili świstaki wyłaniają się jeden po drugim. Miała być chwila, a siedzieliśmy tam znowu kolejną godzinę. Ale przecież nigdzie nam się tego dnia nie spieszyło. W końcu nie co dzień ma się możliwość takiego bliskiego obcowania z fauną i florą.














Komentarze
Prześlij komentarz