Slovenija Dan 12 Triglavski dom na Kredarici

    Pobudka przed szóstą. Pogoda za oknem raczej nie nastraja do górskich eskapad. Jest mglisto i pada deszcz. Jednak prognozy pogody zwiastują, że za godzinę powinno się przejaśnić. Zatem szykujemy szybkie schroniskowe śniadanie, jeszcze z włoskim akcentem. Tuńczyk z puszki i pyszny orzechowy chlebek. Posileni, z radością spoglądamy za okno, gdyż okazuje się, że pogoda jednak się poprawiła. Sprawnie opuszczamy schronisko Aljažev dom i ruszamy w drogę. 

    Jest chwilę przed ósmą. Drogowskaz wskazuje, że na Triglav jest sześć i pół godziny. Jednak naszym dzisiejszym planem jest dotarcie do schroniska Triglavski Dom na Kredarici położonego na wysokości 2515 m n.p.m. Następnie nocleg w schronisku, aby wczesnym świtem wyjść na szlak prowadzący na Triglav i uczestniczyć w cudownym alpejskim spektaklu wschodu słońca.  

    Pomimo, iż na tą chwilę pogoda nie rozpieszcza my jednak nie tracimy nadziei, że jeszcze będzie co oglądać. Jednak póki co niskie chmury nie pozwalają na podziwianie otaczających nas szczytów oraz spektakularnej trasy, która na nas czeka. 

    Początkowo szlak prowadzi dnem Doliny Vratna.  Po chwili wędrówki docieramy do ciekawego pomnika Partyzantów Górskich z okresu Pierwszej Wojny Światowej. 



    Stąd odchodzi pierwszy szlak zwany Tominškova pot, który uznawany jest za trudną trasę. 

    Za cel stawiamy sobie dotarcie do schroniska właśnie tym wariantem szlaku. Trasa wzbogacona jest Via Ferratą o trudności B/C. Poza tą opcją są jeszcze dostępne dwa inne szlaki. A mianowicie: łatwy - pot čez Prag (przez Próg) z Ferratą A/B oraz najtrudniejszy - pot čez Plemenice z Ferratą C/D. Nasz szlak od razu wbija się w las i stromo pnie się, po drewnianych schodkach, a właściwie bardziej po ich pozostałościach. Szybko nabieramy wysokości, a za naszymi plecami odsłania się dno doliny.


    Chmury dalej zasłaniają wierzchołki pobliskich gór. Taki widok również ma swój urok. Jednak uniemożliwia nam dostrzeżenie ogromu skał, które musimy pokonać, aby dotrzeć na szczyt. Stopniowo pokonujemy las oraz coraz częstsze fragmenty skalnych progów i półek. Zastanawiamy się gdzie znajduje się ta Ferrata? Czy, aby na pewno dobrze idziemy? Z czasem pojawia się wyczekana pierwsza stalowa lina. Ubieramy lonże i resztę niezbędnego sprzętu. Jednak ten odcinek „żelaznej drogi” szybko się kończy. Po chwili całkowicie wychodzimy z lasu i naszym oczom ukazuje się kawał skalnej ściany


W końcu można się powspinać. 

    Okazuje się, że ta Via Ferrata nie jest, aż tak trudna jakby się wydawało. Chodź teren miejscami jest dość eksponowany i nie wszędzie zabezpieczony Ferratą to przejście nie nastręcza nam większych problemów. 

Czasem trudniejsze fragmenty trzeba pokonywać bez asekuracji. 

    Pomimo tego, iż dobrze radzimy sobie z przejściem to i tak trzeba uważać ponieważ ekspozycja jest na tyle duża, że jest tu gdzie polecieć. Przed piętnastą docieramy do miejsca (2150 m), gdzie nasz szlak łączy się ze szlakiem pot čez Prag. 


    Ferrata zajęła nam trochę czasu, drugie tyle zdjęcia i podziwianie widoków. Pomimo tego, iż są chmury to i tak widoki zapierają nam dech w piersiach. Im wyżej się wspinamy tym chmury znajdują się coraz niżej. Pniemy się dalej w górę tym razem po piargach. Po około dwudziestu minutach dochodzimy do kolejnego drogowskazu. 


    W lewo odbija ścieżka do schroniska Dom Valentina Staniča, a my kierujemy się w prawo na Triglawski Dom.  Przechodzimy  przez stromy kocioł, gdzie nie tak dawno zalegał jeszcze lodowiec. Naprzeciw naszej drogi pojawia się Słoweński Kamzik. Jest dość zaciekawiony naszą obecnością, a zarazem ostrożny. 


Przygląda się nam przez chwilę, a następnie prezentuje swoją rodzinkę. 

    Według drogowskazu mamy jeszcze półtora godziny. Idziemy po niekończących się progach i mijamy potężne szczeliny wypełnione lodem i śniegiem. Widoczność jest coraz gorsza. Krajobraz prawie księżycowy. 


    Podchodzimy coraz wyżej. Ukazuje się nam kolejna Ferrata na zboczach Kredarici 2539 m. Od jakiegoś czasu zastanawiamy się jak daleko jeszcze do schroniska. Na GPS-ie pokonaliśmy już  prawie 1400 metrów przewyższenia. Zmęczenie daje się już we znaki. Za niedługo minie 12 godzinna trekkingu. Po jakimś czasie kończy się kolejna Ferrata. Dostrzegamy wymalowane na skale oznakowanie wskazujące, że jeszcze 30 minut i będziemy na miejscu. Przechodzimy przez kolejny próg skalny i nagle we mgle ukazuje się ledwo widoczny budynek schroniska. 


    Triglavski dom na Kredarici (2515 m) jest najwyżej położonym słoweńskim schroniskiem. Znajduje się tuż pod szczytem Kredaricy (2541 m), na grzbiecie między Rjaviną i Triglavem w Alpach Juliskich. Trzykrotnie powiększane. Pierwsze schronisko zostało wybudowane w 1896 według pomysłu Jakoba Aljaža. Skromny domek został powiększony w 1909 roku i przemianowany na Triglav Lodge na Kredaricy. Po II wojnie światowej domem zarządza PD Ljubljana-matica, który powiększa dom. Ponowne otwarcie następuje 8 sierpnia  1954 roku.     Z powodu rosnącej w  tym miejscu turystyki dom nie był już w stanie poradzić sobie ze swoimi zadaniami, dlatego PD Ljubljana-matica zdecydowała się na kolejne powiększenie schroniska. Trzecia rozbudowa i modernizacja nastąpiła w 1983 roku. Wybudowana  i urządzona została wielka trzykondygnacyjna przybudowa oraz funkcjonalnie połączona ze starym obiektem. 11 września nastąpiło ponowne oddanie schroniska do użytku.
 
 PD Ljubljana-matica stara się polepszyć stan ekologiczny na Kredaricy. Tak więc celem uzyskiwania energii elektrycznej w 1992 postawiono w obiekcie pierwszych 20 ogniw słonecznych. System co roku był systematycznie powiększany, a w 1998 uzupełniony został      o generator wiatrowy. W 1994 wybudowano zewnętrzną toaletę, która nie działa za dobrze. W 1992 włączono też GSM. Znajduje się tam również stacja meteorologiczna, która usytuowana jest w przybudowie Triglavskiego domu. Pomiary opadów mają miejsce bezpośrednio na szczycie Kredaricy (2541 m), z powodu wpływu wiatru odmierzona ilość opadów jest w przybliżeniu połowę mniejsza od oczekiwanej ze względu na nadmorską wysokość. Stacja meteorologiczna jest także najwyższym stałym miejscem pracy w Słowenii.
 
Pierwszych pomiarów dokonywał Anton Pekovec, zarządca Triglavskiego domu na Kredaricy już w 1897 roku, to jest rok po otwarciu schroniska, ale tylko latem, kiedy obsługiwano schronisko. W tym czasie pomiary w górach były jedyną metodą otrzymania danych w czystej atmosferze, później przez użycie pomiarów radiosondą, radaru i satelitów użyteczność stacji wysokogórskich stopniowo się zmniejszyła. Dzisiaj stacja na Kredaricy jest kluczowym źródłem informacji dla przepowiadania lokalnej pogody w górach wysokich. Podobno sprzed Triglavskiego domu na Kredaricy można dostrzec wyśmienite widoki na prawie wszystkie strony świata. Na wschodzie znajdują się Kredarica i Rž, na prawo Veliki i Mali Pršivec, na drugiej stronie Krmy grzbiet od Debelej peči do Draškich vrhów, które na południowej stronie przechodzą w ściany Tosca i Vernara. Na prawo widać część Velego polja i w tle część Spodnjich Bohinjskich gór. Na zachodzie wznosi się Triglav, na północ od północnej ściany Triglava ciągną się Pihavec, Dovški Gamsovec, Prisojnik, Razor, Stenar, Dolkova špica, Škrlatica i Martuljške gore, w pobliżu jest Begunjski vrh, na północ widoczne są Karawanki, daleko za nimi widoczne przy dobrej pogodzie Wysokie Taury. Mam nadzieję, że juto się o tym przekonamy. 

Pod schronisko docieramy chwilę przed osiemnastą. 

    Jesteśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Meldujemy się w recepcji. Dostajemy jednorazową  pościel w postaci białych materiałowych worków jako poszewka na poduszkę i koc. Przydzielone nam miejsce noclegowe znajduje się na drugim piętrze. By tam dotrzeć, musimy przejść przez inny pokój. W pomieszczeniu znajduje się około dwudziestu osób. Z naszego pokoju można dostać się jeszcze do kolejnego pomieszczenia noclegowego. W pokoju po jednej i drugiej stronie drewniane piętrowe prycze mieszczące około 10 materacy w jednym rzędzie. Na każdej pryczy czeka koc i poduszka. Można tu usłyszeć prawie wszystkie języki, nawet arabski. Czujemy się jak w wieży Babel. To nie będzie łatwa noc. 
    Staramy się chwilę odpocząć, a następnie schodzimy na dół do bufetu. W bufecie można kupić napoje oraz zamówić coś do jedzenia. Ceny typowo schroniskowe, ale nie można się temu dziwić. Zdajemy sobie doskonale sprawę z tego ile trudu kosztuje transport żywności do schroniska. Tym bardziej na taką wysokość. A jedzenie hmm? Zamawiamy makaron z warzywami oraz z mięsem. Pewnie zapytacie czy nam smakowało? Odpowiem tak, ważne, że znalazło się coś ciepłego na żołądku. Tamtejsza kuchnia nastawiona jest typowo na ilość, nie na jakość. A przemiał turystów jest tam ogromny. W schronisku panuje atmosfera biesiadna. Gdzie się nie rozejrzeć to miejsca w większości zajęte przez wesołych Słoweńców. Posileni ciepłym posiłkiem wracamy na drugie piętro, aby zająć swoje miejsce noclegowe. Jesteśmy zmęczeni więc trzeba zregenerować siły, gdyż jutro mamy audiencje u króla Słowenii. Oby ugościł nas przepięknymi widokami, a noc okazał się przespana.





Komentarze

Popularne posty