Slovenija Dan 14 Slovenija - Polska
Link do relacji z pierwszego dnia wyprawy
Jest przed ósmą. Spać już się nie chce. Jeszcze emocje trzymają po wczorajszym dniu. W dalszym ciągu nie możemy uwierzyć w to, co wczoraj osiągnęliśmy. Poranne śniadanie w schroniskowym barze. Jajecznica, miód, dżem i ciepła herbata o specyficznym, ale ciekawym smaku. Wszystko w górach smakuje lepiej niż w domu.
Jest przed ósmą. Spać już się nie chce. Jeszcze emocje trzymają po wczorajszym dniu. W dalszym ciągu nie możemy uwierzyć w to, co wczoraj osiągnęliśmy. Poranne śniadanie w schroniskowym barze. Jajecznica, miód, dżem i ciepła herbata o specyficznym, ale ciekawym smaku. Wszystko w górach smakuje lepiej niż w domu.
Po dziewiątej ruszamy w kierunku auta, do którego mamy około dwieście metrów. Pakujemy plecaki do samochodu i ruszamy w kierunku Polski. To już ostatni dzień naszej podróży. Przed nami 780 kilometrów. W czasie planowania urlopu rozważaliśmy jeszcze, aby na zakończenie jechać do jaskini Postojnej, jednak czternaście dni wolnego to mało, aby zwiedzić wszystkie atrakcje, które chciałoby się zobaczyć.
Wyjeżdżając z terenu Triglavskiego Parku
Narodowego, ukazuje się nam budynek Słoweńskiego Muzeum Górskiego (Slovenski
planinski muzej). Placówka mieści się w Mojstranie i poświęcona jest
tematyce tutejszego alpinizmu. Wśród wielu pamiątek zalegających na wystawowych
półkach obydwoje wypatrujemy tą jedyną, która na długo będzie nam przypominać
ten niepowtarzalny szczyt.
Czas pobytu na Słowenii nieubłaganie
dobiega końca. Pomału musimy kierować się w stronę domu. W niedługim czasie
przekraczamy austriacką, a potem czeską granicę. Droga upływa nam spokojnie.
Całkowity czas podróży powrotnej wyniósł około dziesięciu godzin.
Po
dwudziestej pierwszej wjeżdżamy do Polski, a o dwudziestej pierwszej
trzydzieści jesteśmy w domu.
Nadszedł czas na podsumowanie urlopu w
telegraficznym skrócie:
-
auto spisało się na medal, przejechało 2
796 kilometrów,
-
na rowerach pokonaliśmy 134 kilometry,
-
przeszliśmy niezliczoną ilość kilometrów na nogach przemierzając włoskie
uliczki oraz górskie szlaki,
-
początek oraz koniec urlopu odbył się z wielkim przytupem. Stelvio,
niespełnione marzenie z przed lat tego roku okazało się możliwe do realizacji.
Tym samym ustanowiłem swój nowy rekord wysokości zdobytej na rowerze (2 757 m
n.p.m.) Pokonując włoskie Stelvio miałem punkt odniesienia do trasy
Transfogarskiej w Ruminii. Uważam, że każda z tras ma swój
niepowtarzalny charakter jak i poziom trudności.
-
jezioro Garda. Hmm. Gdzieś słyszałem o
tym cudownym miejscu zwanym rajem dla rowerzystów, serferów i wielbicieli
ferrat, ale nie sądziłem, że aż tak jest tutaj pięknie. Był to taki spontan,
który okazał się strzałem w dziesiątkę.
A z czym mi się kojarzy? Nie zgadniecie.
Z Kaczkami. A dlaczego? Z jednego prostego powodu, gdyż w każdej części
jeziora można było się na nie natknąć, gdyż wygrzewały się na plaży między turystami
lub towarzyszyły nam podczas popołudniowych kąpieli. Garda jest miejscem w
którym można zaznać wielu atrakcji i spełnić swoje hobbystyczne marzenia. Od
jazdy na rowerze, wspinania się, winseringu na plażowaniu w śródziemnomorskim
klimacie z domieszką gór kończąc. Zdecydowanie każdy znajdzie coś dla siebie,
-
Venecja, nie było jej w planie. Natomiast nieduża odległość jaka dzieliła nas
od tego miasta sprawiła, że trzeba było to wykorzystać. Jest to magiczne
miejsce, jednak moim zdaniem jest tam zbyt duża ilość turystów,
-
półtora tygodnia w Itali. Pora wracać z ziemi włoskiej do Polski, ale był jeszcze
drugi etap wyprawy. Słowenia oraz wizyta u majestatycznego króla tamtejszych
gór. Warto się tam wybrać i zobaczyć wszystko na własne oczy. Po prostu to
przeżyć oraz doświadczyć tych
przepięknych widoków ze szczytu, które nam dane było oglądać.
Mam nadzieję, że chodź przez chwilę udało
mi się sprawić, iż myślami przenieśliście się w rejony, które odwiedziliśmy
podczas tegorocznej wyprawy. A jeśli czytając moje relacje oczami wyobraźni
widzieliście tam również siebie to pamiętajcie „Różnica między ludźmi, którzy
realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności
portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie śnią o przygodach, a inni
pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i wyruszają na
spotkanie swoich marzeń„ – Wojciech Cejrowski
Kolejny niezapomniany urlop
już za rok.





Komentarze
Prześlij komentarz