Italy 2023 Giorno 13 - San Marino - Monte Titano 739 m n.p.m.
Dzień Pierwszy - Italy 2023 Giorno 1 - Wyjazd
Przyjazd do San Marino nie był przypadkowy. Poza miejscem odpoczynku mamy tutaj jeszcze jeden plan do zrealizowania. Po śniadaniu kierujemy się w stronę starej części miasta. Jeśli chodzi o ilość parkingów to jest ich tutaj sporo, ale jak zawsze trzeba mieć szczęście, żeby znaleźć coś wolnego. Udaje nam się zaparkować samochód tuż pod komisariatem policji. Wydaje nam się, że to idealne miejsce, gdyż zostawiamy auto z całym naszym dobytkiem. Wąskimi uliczkami idziemy przez centrum zabytkowego San Marino. Uliczki pną się lekko do góry. Wzdłuż nich znajduje się wiele sklepów m.in z bronią, alkoholami, pamiątkami oraz z wyrobami skórzanymi. Umieszczona w witrynach broń to repliki mieczy, sztyletów czy broni palnej.
Przemierzając starą część miasta wchodzimy coraz wyżej, aż docieramy do pierwszego z trzech zamków. Pierwszym zamkiem na naszej drodze jest Zamek La Rocca o Guaita nazywany także często Prima Torre (Pierwsza Wieża) to największa i zarazem najstarsza z trzech twierdz jakie znajdują się na wierzchołkach góry Monte Titano w San Marino. Warownia wzniesiona została w XI wieku, a swój kształt uzyskała w czasie ostatniej większej przebudowy przeprowadzonej w XVI wieku. Dominującym elementem zamku jest wybudowana bezpośrednio na skale o planie wydłużonego pięcioboku wieża. Za opłatą 8 euro jest możliwość aby zwiedzić ten zamek. Zatem korzystamy i wchodzimy.
Kolejnym zamkiem po drodze jest Cesta o Fratta - Seconda Torre (Druga Wieża). Ten zamek jest niestety nieczynny. Jego historia sięga czasów starożytnych, kiedy to znajdowała się tu rzymska strażnica. W zapiskach historycznych pierwsze informacje o warowni Seconda Torre pochodzą dopiero z dokumentów z połowy XIII wieku. Na przestrzeni wieków zamek był wielokrotnie przebudowywany i powiększany. W latach dwudziestych XX wieku przeprowadzona została gruntowna renowacja warowni przywracająca jej średniowieczny wygląd. Obecnie ma tu swoją siedzibę utworzone w 1956 roku Muzeum Starej Broni (Museo delle Armi Antiche). Zamek jest najwyższym punktem San Marino. To tu obok murów zamkowych znajduje się najwyższy szczyt San Marino - Monte Titano. Jego wysokość to 739 m n. p .m. Tak oto zdobyliśmy kolejny szczyt do korony Europy.
Kontynuując spacer dalej można dojść do Zamku Montale zwanego Terza Torre (Trzecia Wieża). To jedna z trzech twierdz jakie znajdują się na wierzchołkach góry Monte Titano w San Marino. Warownia ta wzniesiona została w XIII stuleciu, a wiek później połączona została z dwiema sąsiednimi twierdzami murami miejskimi. Część z tych obwarowań przetrwała do czasów obecnych. Zamek Montale wykorzystywany był do 1479 roku, kiedy to został opuszczony i od tego czasu zaniedbany zaczął popadać w coraz większą ruinę. Pierwsze prace renowacyjne przeprowadzone zostały dopiero w połowie XVIII stulecia.
Zbliża się pora obiadowa więc pomału trzeba kończyć nasz spacer po tym małym państewku.
Po godzinie szesnastej wyjeżdżamy w drogę powrotną. Przed nami 1240 kilometrów i ponad trzynaście godzin samej jazdy.
Nazwa kraju – San Marino, pochodzi dosłownie od św. Marinusa, kamieniarza wywodzącego się z rzymskiej kolonii na wyspie Rab, położonej w obecnej Chorwacji. Zgodnie z legendą, w roku 257 n.e. Marinus, uczestniczył w odbudowie murów miejskich Rimini po zniszczeniu ich przez piratów. W 301 roku Marinus chroniąc się przed prześladowaniami cesarza Dioklecjana, założył niezależną wspólnotę monastyczną na Monte Titano. W ten sposób San Marino uważa się za najstarsze istniejące suwerenne państwo, a także najstarszą republikę konstytucyjną. W San Marino nie ma kolei. Dawniej docierała tu linia kolejowa z Włoch, po której pozostały nieliczne ślady. Linię łączącą kraj z Rimini otwarto w 1932 roku. Została zniszczona podczas II wojny światowej i nie została odbudowana. Nie ma tutaj również lotniska.
San Marino nie ma również prezydenta. Na czele rządu stoją dwaj regenci. Państwo nie jest członkiem Unii Europejskiej, ale obowiązującą walutą jest euro. Wcześniej środkiem płatniczym był lir włoski. San Marino wybija własne monety i wydaje własne znaczki, na czym zarabia duże pieniądze. Co roku w kalendarzu wyścigów Formuły 1 widnieje wyścig Grand Prix San Marino. Tor na którym odbywa się wyścig nie leży jednak w San Marino, a w Imoli. Statut San Marino z 1600 roku przez niektórych uważany jest za pierwszą konstytucję na świecie. Do San Marino można wjechać bez kontroli granicznej. Jeśli chcemy mieć pieczątkę kraju w paszporcie, można ją uzyskać w specjalnym punkcie za opłatą 5 euro. Przejścia dla pieszych w tym kraju są w kolorach flagi. W San Marino jest najniższy w Europie wskaźnik bezrobocia. Budżet państwowy corocznie notuje zaś nadwyżki, w związku z czym nie istnieje dług publiczny. Wszystko to przy niskich podatkach dochodowych, przez co wielu postrzega San Marino jako raj podatkowy. Jednak z tego też powodu bardzo trudno dostać obywatelstwo w tym kraju. San Marino ma granice otwarte dla wszystkich członków UE. Flaga San Marino to prostokąt podzielony na dwa pasy: biały i niebieski. Na jego środku znajduje się herb republiki, na którym można ujrzeć wieże reprezentujące główne zamki kraju: Guiata, Cesta i Montale.
Wracaliśmy całą noc. Ruch był znikomy, nawet dobrze się jechało, ale pod koniec zabrakło już sił. Po czwartej musieliśmy zatrzymać się na dłuższy postój i zrobić małą drzemkę. Koło jedenastej dotarliśmy do domu.
Podsumowując. Pokonaliśmy około 5233 kilometrów, spaliliśmy około 350 litrów benzyny. Wyprawę zaliczam do udanych, gdyż zwiedziliśmy bardzo dużo. Może czasem trochę przesadziłem z intensywnością zwiedzania, ale po drodze było tyle pięknych miejsc, które chciało się odwiedzić. Tym razem pogoda nie pozwoliła zdobyć szczytów Dolomitów, ale może będzie jeszcze okazja tam wrócić. Za to udało nam się odwiedzić kultowe miejsca. Wjechaliśmy w głąb Italii by zobaczyć Krzywą Wieżę w Pizie. Zwiedziliśmy muzeum Vespy. Przemierzyliśmy piękną Toskanię. Zwiedziliśmy wieczne miasto wraz z Koloseum. Nie można zapomnieć również o krótkiej wizycie w Neapolu. Chciałbym tu jeszcze wrócić i odkryć go bardziej. Oczywiście był też groźny i drzemiący super wulkan Wezuwiusz i miasto Pompei. Było tego dużo. Zabrakło sił na wybrzeże Amalfi. Jednak jeśli kiedyś jeszcze wrócimy do Neapolu, to na pewno tam się wybierzemy. Pozostaje teraz już tylko wspominać.











Komentarze
Prześlij komentarz